Jestem wdzięczny moim rodzicom za wiele spraw, ale jedną z ważniejszych, jest to, że od małego mocno cisnęli na naukę pływania. Nie było łatwo, ja nie byłem łatwy w obsłudze, ale rodzice byli nieustępliwi. I dało mi to bardzo dużo, na kadym etapie mojego życia.

Pierwszy raz na basen poszedłem w wieku 3 lat. Było to tak mocne przeżycie, że pamiętam je do tej pory – wielka wanna wypełniona wodą i Tata trzymający mnie za ręce – ja chlupię nogami w wodzie i jestem ciągnięty wzdłuż brzegu. Radość i ekscytacja. Później nie było tak kolorowo – jak większość dzieci nie lubiłem wydzierającego się trenera, trochę zbyt zimnej wody i zbyt krótkiej zabawy na sam koniec. Ale w sumie nie było dyskusji – zajęcia odbywały się regularnie co tydzień i gdy razem ze szkołą poszedłem w 2 klasie na basen, byłem już posiadaczem karty „Już pływam” i pływałem lepiej od większości dzieciaków.

W liceum też bardzo mi się to przydało, jako osoba dość mocno rozpływana, brałem udział w szkolnych zawodach, a także wziąłem udział w Mistrzostwach Polski Szkół Społecznych. To wszystko zaowocowało kursem ratownika WOPR, który dodał mi mnóstwo pewności siebie (tak potrzebnej w wieku nastoletnim), a także jeszcze bardziej rozwinął mnie fizycznie. A no właśnie.

Rozwój fizyczny

Nie ma chyba drugiego sportu, który jest tak wszechstronnie rozwijający i jednocześnie tak mało kontuzyjny jak pływanie. W erze biegania (które wydaje się proste, ale źle prowadzone może uszkodzić stawy) chyba trochę zapomnieliśmy o basenie. Pływanie angażuje wszystkie mięśnie, na poziomie dokładnie takim na jakim powinny się angażować. To znaczy mniej więcej tyle, że siłownia nie jest w zbyt młodym wieku wskazana, natomiast pływanie możemy zacząć praktycznie wtedy kiedy chcemy! Dzięki pływaniu udało mi się do tej pory utrzymać sensowną sylwetkę (choć oczywiście wolałbym, aby była znacznie bardziej sensowna) i pomimo 40-tki, którą niedawno skończyłem, nie mieć specjalnie problemów z kręgosłupem, co zdarza się sporej części moich znajomych. Zawsze byłem bardo szczupły (obecnie słowo „bardzo” jest bardzo nie na miejscu :D), ale dzięki pływaniu pojawiło się też sporo mięśni. Zresztą pływanie polecił mój terapeuta – jak spora część dzieciaków miałem skoliozę, a pływanie bardzo dobrze wpływa właśnie na kręgosłup. Dlatego nie było innej możliwości – od początku postanowiliśmy, że dzieciaki będą chodzić na basen!

Basen to jeden z najwszechstronniejszych sportów jeśli chodzi o rozwój dziecka!

Od kiedy?

Franek poszedł na basen bardzo wcześnie. Jako jedyny – dziewczyny miały niestety problemy z uszami, infekcje, a potem drenaż, co dyskwalifikowało je przez długi czas z basenu. Franek zaczął chodzić na basen jeszcze przed skończeniem pierwszego roku, było to takie dziecięce nurkowanie i wesołe pluskanie. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to świetna sprawa – Franek nigdy nie bał się wody. Nie wiem ile przez to właśnie, ale zajęć zupełnie nie żałuję, coś na pewno dają, jest to fajny czas spędzony z dzieckiem i odskocznia od siedzenia w domu.

Potem chodziliśmy na basen sami – niestety przy dwójce dzieciaków i początkach żłobka / przedszkola częstotliwość infekcji wzrosła nam na tyle, że nie było to zbyt częste. Dzieciaki wróciły na zajęcia dopiero gdy Lila mogła zacząć chodzić tam po drenażu uszu, miała wtedy prawie 5 lat, Franek 7.

Kiedy na basen? Im wcześniej tym lepiej, nawet przed pierwszym rokiem życia! Są regularne zajęcia już dla kilkumiesięcznych maluchów. Można chodzić rekreacyjnie wspólnie, potem warto zapisać dzieciaki na regularne, samodzielne zajęcia w wieku 5-6 lat.

Zajęcia grupowe czy indywidualne?

Zajęcia na które dzieciaki chodziły były zajęciami grupowymi, odbywały się one na naszym osiedlowym basenie. Być może ze względu na to, że chodziliśmy z nimi wcześniej, a może z innych powodów, radzili sobie całkiem nieźle, nie było paniki, nie było tragedii. Ja wchodziłem z nimi na basen (szatnia rodzinna), pomagałem się przebierać, po czym siedziałem na ławce, na basenie. Dla mnie była to idealna pora by na przykład napisać notkę na bloga, czy poczytać książkę.

Dzieciaki były dość zadowolone, choć przeszkadzały im dwie rzeczy – prawdę mówiąc te same co mnie, wieki temu. Po pierwsze trochę marzły – zajęcia prowadzone były na jednym torze, nie wszyscy byli w wodzie na raz. Podczas czekania na skok do wody, czy swoją kolej wejścia do wody po prostu marzły. Po drugie trener tradycyjnie krzyczał. To w sumie dość ciekawa sprawa z tym krzykiem, sporo dzieciaków na to narzeka. Prawda jednak jest taka, że po pierwsze na basenie TRZEBA się słuchać ze względów bezpieczeństwa, a spora część dzieciaków tego nie robi, po drugie po prostu jest głośno.

Z pierwszą sprawą poradziliśmy sobie kupując pianki, co mocno polecam, ale o strojach za chwilkę. Z drugą było gorzej, dzieciaki się trochę zniechęciły, Franek w ogóle stwierdził, że już umie pływać i chodzić nie będzie. Tak więc po dwóch latach znowu mieliśmy rok przerwy.

Pamiętam z dzieciństwa, że po fazie zajęć grupowych rodzice zdecydowali się zapisac nas na zajęcia indywidualne i to była świetna decyzja. My w tym roku też poszliśmy tą ścieżką. Udało znaleźć się trenera i zapisać na 45-minutowe zajęcia tylko dla nich. Zajęcia takie są o niebo korzystniejsze, bo trener skupia się tylko na naszej dwójce, podchodzi indywidualnie, nie ma też przestojów związanych z koniecznością czekania w kolejce przy słupku itp. Nadal ważny jest dobór trenera, ale tu ma się większe pole manewru.

Trenera można znaleźć indywidualnie, trzeba pamiętać jednak, że różne baseny mają różne zasady wpuszczania trenerów. Najlepiej gdy dany trener ma już umowę z basenem i tam pracuje, mnóstwo basenów nie chce puszczać trenerów w zewnątrz. Nie można też działać na nielegalu, czyli na przykład udawać, że to wcale nie są zajęcia 🙂 Raz, że baseny tego zabraniają, dwa, że wtedy nie można mieć na przykład wolnego toru dla siebie.

Zajęcia grupowe są zdecydowanie tańsze, w zależności od basenu kosztują ok 17-20 zł za jedno przyjście, w tym bilet. Zajęcia indywidualne kosztują ok 50-70 zł za zajęcia, przy czym cena nie wzrasta proporcjonalnie do ilości dzieciaków – my płacimy 70 za za dwójkę. Do tego należy jeszcze doliczyć bilet wstępu, całość wychodzi więc ok 90 zł, czyli jest 2-3 krotnie wyższa od zajęć grupowych. Ideałem moim zdaniem jest stworzenie grupy 3-4 osobowej.

Jaki strój?

Ta dość błaha rzecz ma spore znaczenie jeśli chodzi o poczucie komfortu dzieciaków. Jako małe bąble dzieciaki noszą pieluszki jednorazowe przeznaczone do pływania. Jest ich mnóstwo i nie mamy tu jakichś preferencji. Pamiętaj, że mimo wszystko gdy jesteś z takim dzieciakiem na basenie musisz być czujny jak antylopa na sawannie, bo wszystko się może zdarzyć. Miej zawsze drugą w pogotowiu i wiedz gdzie jest najbliższa toaleta 😀

Lilka pluskała się w stroju z pływakami Splash About, który później odziedziczyła Hela. To działało całkiem fajnie i obie bardzo te stroje lubiły. W ruch też szły często rękawki. Chcecie zobaczyć malutką Lilkę w tym stroju? 😀

Więcej o nim przeczytacie u Marysi.

Franek, gdy wyrósł z rękawków, upodobał sobie bardzo płetwę rekina Swim Fin, której używał i nad morzem i na basenie.

Płetwa Swim Fin

Pianki o których mówiłem możecie kupić choćby w Decathlonie, to fajne i wygodne rozwiązanie jeśli dzieciaki marzną. Przydają się też bardzo w lato (bo mało które jest tak upalne jak to w tym roku).

Zestaw basenowy Lili

Co do normalnych strojów. Dla dziewczynek polecam strój jednoczęściowy. Nie ma niespodzianek gdy skoczy się do wody, trudniej też jest go zgubić 🙂 Co do chłopaków – Franek lubi bardzo luźne spodenki z wkładką z siateczki, ale z różnych względów w Polsce nie wolno z takich korzystać na większości basenów (co ciekawe, w USA jest dokładnie odwrotnie, nie można korzystać z obcisłych).

Ach, jeszcze ręczniki. Używamy szybkoschnących. Może specjalnie nie chłoną wody, ale to naprawdę nie ma aż takiego znaczenia. Są o niebo lżejsze i nie tęchną tak bardzo.

I na koniec – czepki. Większość basenów nadal ich wymaga. Do wyboru mamy tradycyjne gumowe czepki (już rzadko używane), czepki silikonowe i materiałowe. Materiałowe przepuszczają wodę i nie ma szans na choć trochę suchą głowę (co w zimę przekłada się na o wiele dłuższe suszenie), ale nie ciągną włosów tak jak gumowe. A to ważne w przypadku niektórych dzieciaków nawet bardzo (szczególnie jeśli dziecko ma zaburzenia integracji sensorycznej).

Pieluchy jednorazowe dla nieodpieluchowanych dzieci i nieco starszych. Pianki dla tych, które marzną na zajęciach. Czepki z lycry jeśli ma być wygodniej, czepki z silikonu jeśli bardzo zależy Ci na suchych włosach (choć nie będą do końca suche)

Podsumowanie

Pływanie to świetna sprawa – zarówno pod kątem rozwoju dziecka jak i umiejętności nabytych na całe życie. Pływanie rozwija kręgosłup, wszystkie mięśnie ciała, koordynację i wiele innych spraw. Poza tym pozwala błyszczeć w lecie, wtedy kiedy każdy chce pokazać się z dobrej strony – mowa oczywiście o wieku nastoletnim 😉 A wspólne, rodzinne pójście na basen to też świetna okazja do tego, żeby wyrwać się z domu, co gorąco polecam!