– To wy wogóle się kłócicie?! – powiedziała kiedyś jedna ze znajomych wprawiając mnie tym samym w olbrzymie osłupienie. Znajoma niezbyt bliska, ci bliżsi pewnie byli kiedyś świadkami naszych gorszych dni. Bo te dni przecież są i nigdy nie twierdziłem, że jest inaczej.

Znacie nas ze zdjęć. Uśmiechnięci, szczęśliwi, zadowoleni, spełnieni. Siedzimy na kanapie, robimy zdjęcia co roku, dzieciaki rosną, życie płynie, ach dolce vita. Nie wiecie jednak, że zaraz po jednym ze zdjęć pokłóciliśmy się straszliwie o jakąś pierdołę tak, ze któreś z nas wyszło z domu trzaskając drzwiami, co definitywnie zakończyło sesję. Nie pamiętam kto, co tylko podkreśla błahość powodu tej kłótni.

Na zdjęciach nie widzicie syfu, a syf tenjest ciągły i wszechobecny – jego zwalczanie to nasza codzienna syzyfowa praca. Nie chcemy go pokazywać, bo mimo wszystko to trochę wstyd i mały powód do dumy. Ale przecież taka jest rzeczywistość – życie nie jest kolejnym odcinkiem Klanu, gdzie nalewa się zupę z wazy, sok ze szklanego dzbanka, a każdy obiad jest tak doniosły jak kolacja wigilijna.

Oczywiście, że się kłócimy. Czasem bardzo. Za bardzo. Ale tak właśnie wygląda życie, szczególnie jeśli – tak jak w naszym wypadku – ścierają się ze sobą dwie dość silne osobowości. Mamy gorsze dni, mamy swój poziom stresu, mamy w końcu różnego rodzaju ułomności charakterów wyniesione z domu, z dzieciństwa, czy z cholera wie skąd.

Ja wiem, że trawa po drugiej stronie jest zazwyczaj bardziej zielona. znacie Natalię i Maćka Białobrzeskich z Drużyna B? Ja poznałem ich w sumie kilka ładnych lat temu i widzieliśmy się fizycznie chyba raz, ale śledzę ich poczynania w sieci. To mocno katolicka para pisząca często o miłości, o cieple związku, prawdę mówiąc pasująca w stu procentach do wyobrażenia o parze nigdy się nie kłócącej. Przytuleni, uśmiechnięci, zawsze w zgodzie. Prawda? Nieprawda! Otóż stosunkowo często piszą o tym, że kłótnie w związku istnieją, że będą istniały, że trzeba je przezwyciężyć miłością. Na początku miałem zgrzyt – ale jak to, ONI? To niemożliwe. ONI NIGDY SIĘ NIE KŁÓCĄ!

Nasze życie to poranne wstawanie i „jeszcze chwilę” czasem przeplatane „jest już późno, rusz się!”. To poranne tracenie nerwów, bo coś poszło nie po myśli, a nie było jeszcze porannej kawy. To syf w kuchni, bo ktoś zapomniał tam wieczorem posprzątać. To niewyspanie, bo ktoś grał zbyt długo, oglądał Netflixa, albo siedział przy blogu. To buty dzieci, których nie można znaleźć. To plecak szkolny, który się zapodział. To majtki, których brakuje w szufladzie, bo pranie nie nadążyło za rzeczywistością. To złość, bo akurat nie doszły trzy płatności za faktury i trzeba ruszyć jakieś zaskórniaki. To dół spowodowany pogodą, bo pieprzone słońce znowu nie chce wyjść. To sms o tym, że zapomnieliśmy o jakiejś opłacie. To jajko, którego któreś z dzieci nie chce zjeść, bo wcześniej ulubionym było sadzone, a teraz tylko na twardo. To smród w samochodzie, bo poprzedniego dnia zostawiliśmy w frytki z Maka jedzone na szybko, a także rozgnieciony banan, który został w foteliku. To kłótnia o samochód, bo ktoś z nas zaplanował sobie dwie rzeczy w tym samym czasie. To wyrzut kompletnie z dupy, bo ktoś z nas po prostu ma zły humor i koniec. Tak, właśnie tak to wygląda. Pomimo tego, że pewnie mamy więcej kasy niż większość osób, pracujemy z domu, sami decydujemy o urlopach, mamy zdrowe dzieciaki i w sumie wiele rzeczy, których możnaby nam zazdrościć.

Żyjemy w świecie turbodulszczyzny. Od zawsze było tak, że pewne sprawy zostawały w domu, dziś dodatkowo każdy prezentuje swoją polakierowaną wersję rzeczywistości – instagram, fejs, twitter. Piękne zdjęcia, wspaniałe kadry, genialne krajobrazy w tle. Nie winię nas samych – to normalne, że chcemy pokazać się z dobrej strony. To tak naturalne jak chęć porządnego ubrania się, gdy wychodzimy do znajomych. Pamiętaj jednak, że pod tym wszystkim kryje się normalne życie.

„Nie tak sobie wyobrażałem związek”. A jak do cholery sobie wyobrażałeś? Że przez kilkadziesiąt lat będzie polegał na spędzaniu każdej sekundy na pocałunkach i dzikim seksie w łóżku, słodkim szczebiotaniu do ucha i zgadzaniu się na wszystko? No nie, zupełnie nie.

Jesteśmy pieprzonymi zwierzętami, a im jestem starszy tym bardziej zdaję sobie sprawę jak wiele zwierzęcych instynktów nami kieruje. Chemia, ta naturalna chemia w związku potrzebna nam jest do jego zawiązania, a także pewnie do spłodzenia potomstwa. Tak, nasz gatunek jak każdy inny ma w genach zakodowane przetrwanie. A później? A później tego po prostu nie ma.

Ach pamiętam te wszystkie uniesienia na początku kadego związku.
– Zróbmy to po twojemu!
– Nie, po twojemu!
– Ach ty masz rację!
– A titititit!
– A psiupsiupsiu!

Rany, czasem mam wrażenie, że w początkowej fazie związku można by zrobić dosłownie wszystko. Można by rozsmarować masło po dywanie w salonie, a druga strona odebrałaby to jako żart, ewentualnie początek gry wstępnej. Tymczasem po latach każda pierdoła może być okazją do warknięcia, do szczeknięcia, do kłótni, do awantury.

Jak to wszystko przetrwać? Nie chcę pisać jako mistrz, czy nauczyciel. Nie mam ku temu żadnych podstaw. Wiem natomiast, że pomaga zrozumienie, że tak jest w prawie każdym związku. A te, które są inne często skrywają problemy, choćby osobę, która nic nie mówi, bo dusi wszystko w sobie. Ok, istnieją pewnie związki o wiele spokojniejsze, może nawet takie, które nie kłócą się nigdy. Gratuluję. Większość wygląda jednak zupełnie inaczej.

Wybaczaj. Przepraszaj. To chyba jedna z ważniejszych rzeczy. Pamiętliwość i wypominanie jest jedną z gorszych zaraz w związku. Postarajcie się, żeby kłótnie, choć burzliwe trwały krótko. Spróbuj zrozumieć drugą stronę. Może jest jakiś inny powód, którego nie dostrzegasz. Jesteście kochankami, nie rywalami – nie musisz mieć zawsze racji. Ustąp, także dla spokoju. I nie poniżaj. Pamiętaj, że pewnych słów nie da się cofnąć nawet po pogodzeniu.

Masz swoje życie tu i teraz – to właśnie TO jest twoje, więc je ogarnij najlepiej jak potrafisz. Porozmawiajcie o tym. Nic się nie uda, gdy tylko jedna strona jest świadoma problemów i chce je rozwiązać. Nie patrz ciągle z zazdrością na obraz innych związków. Nie masz kompletnie pojęcia co dzieje się w nich naprawdę. Patrząc na obraz innych, nie widzisz rzeczywistości. To niby tak oczywiste, a z drugiej strony ciągle o tym zapominamy.

Życie to nie bajka, ani reklama w której para siedzi w idealnie wysprzątanym pokoju szczerząc się do kamery. Albo maluje pokój w czapkach z gazety wesoło smarując się po nosku pędzlem.

***

Zygmunt Bauman, zmarły niedawno polski socjolog i eseista pisał, że szczęście to nie jest ciągłe odczuwanie radości. Szczęście to przezwyciężanie nieszczęść i tych chwil, które są burą codziennością. Które są tłem dla momentów, które naprawdę cieszą. Tak właśnie wygląda rzeczywistość. „W życiu liczą się tylko chwile”, jak śpiewał Rysiek Riedel. Doceniaj te chwile, łap dzień, ale zrozum też, że tłem dla nich jest codzienność, która czasem chłoszcze bezlitośnie po ryju. I tak, inni mają podobnie.