Jakoś na kilka tygodni przed urodzeniem się Franka, kiedy o posiadaniu dziecka wiedzieliśmy tyle co mogliśmy się domyślić, oraz tyle co wiedzieliśmy z filmów (CZYLI NIC), jeden z moich znajomych, doświadczony już w tym temacie rzekł do mnie:

– Stary, zapomnij o jakichś szaleństwach, czy innych tego typu sprawach przed urdzeniem się dziecka. N to jeszcze będzie czas.
– To co mam robić
– Dwie rzeczy. Śpij. A kiedy nie śpisz – po prostu siedź gdzieś sobie i ciesz się ciszą. Wsłuchuj się w nią myśl o tym, jaki ma dźwięk. Jak dźwięczy ci w uszach. Bo snu i ciszy ci zabraknie.

Teraz wydaje mi się to oczywiste, ale wtedy chyba nie doceniłem tej złotej rady. Oczywiście miał rację – już kilka tygodni później zarówno cisza jak i sen stały się w naszym domu towarem deficytowym. I prawdę mówiąc sytuacja już nigdy nie wróciła do normy. Franek był dzieckiem kolkowym i trzy kolejne miesiące to permanentny brak snu przeplatany jego wrzaskiem. Zdaję sobie sprawę, że to on cierpiał z nas wszystkich najbardziej, ale nie oszukujmy się, jesteśmy tylko ludźmi i kiedy ktoś konkretnie zaburza nam parter piramidy Maslova poprzez ciągłe budzenie nas w dodatku krzycząc do ucha, to budzi się w nas dziki zwierz, który może zabijać własnymi pazurami.

Co ja tu będę tłumaczył, przeciez każdy rodzic przeżył pobudkę o 5 rano z pytaniem o Bardzo Ważną Rzecz w stylu “czy mogę od dzisiaj być Supermanem zmiast Batmanem?”, albo zastanawiał się o 6 w sobotę jak do cholery tak małe dziecko może wyczuć weekend, bo przecież ZAWSZE w weekend budzi się wcześniej.

Tak, permanentny brak snu jest FAKTEM. Podobno istnieją rodzice małych dzieci, którzy się wysypiają. Podobno istnieje też Święty Graal, kamień filozoficzny i kwiat paproci.

No dobra, pytanie brzmi – czy sytuacja jest rzeczywiście aż tak beznadziejna? Nie do końca. Przedstawione przeze mnei sposoby nie są może rewolucyjne, ale każda pomoc w tym zakresie jest dobra!

Dyżury

Pierwsza sprawa o której wspominałem już pewnie nie raz w moich tekstach to pewien podział obowiązków. Partnerski podział. On wynika oczywiście z tego jak partnerski jest wasz związek, bo jeśli to związek w stylu “stara, żem wrócił z roboty, wstawiej krupnik i przygotuj mie gazete ino mig!” to cudów nie oczekuję. Na to się godzisz, raczej będziesz miała wszystko na swojej głowie. Ja pewnie na głowie miałbym wtedy krupnik, a gazetą dostałbym po pysku, bo od samego początku ustaliliśmy, że ustalamy po partnersku kto co w domu robi. Mieliśmy na tyle specyficzną sytuację, że w owe 3 miesiące nie pracowałem, więc rzeczywiście – nie licząc karmienia – dzieliliśmy się większością spraw po równo. To samo tyczyło się karmienia Franka – częściowo jadł z butelki, więc to moim obowiązkiem było jej nocne przygotowanie, choć prawdę mówiąc po pewnym czasie robiłem to na tyle machinalnie, że prawie się nie budziłem.

Przy dziewczynach podział wyglądał nieco inaczej, jeśli partner wstaje rano do pracy, to rzeczywiście warto ustalić co i jak, tak aby żadna ze stron nie czuła się poszkodowana.

Drzemki

Nigdy nie byłem fanek drzemek w dzień – po prostu nie potrafiłem zasnąć, nie licząc jakichś specjalnych okazji. Oczywiście to zmieniło się po przyjściu na świat dzieciaków. I Tobie radzę to samo – drzemeczka w ciągu dnia jest najlepszym przyjacielem. Sprawa jest dość prosta – rodzic opiekujący się maluchem (może to być przecież także tata na tacierzyńskim) powinien móc spać wtedy kiedy śpi dziecko. To znaczy po pierwsze nauczyć się zasypiać w ciągu dnia (taka drzemka naprawdę czyni cuda z energią), po drugie jednak druga osoba nie może mu w tym przeszkadzać. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której żona zasypia w ciągu dnia z dzieckiem, a mąż budzi ją “bo przecież głodny jest!”. Szanujcie te swoje drzemki dla własnego dobra – wyspany partner, to łagodniejszy partner.

Szacunek do snu

Zresztą to w ogóle jest zasada, którą wyniosłem z domu – nie budzimy się, jeśli naprawdę nie ma takiej konieczności. Sławetne “Śpisz? Śpisz?!” jest dla mnie jakąś zbrodnią niesamowitą i jestem gotów wprowadzić za to karę chłosty. To samo nauczyliśmy dzieciaki i prawdę mówiąc sprawdza się to nawet nieźle – nie budzimy śpiącej osoby, jeśli nie ma takiej konieczności.

No dobra. Czasem się sprawdza. Ale ciągle nad tym pracujemy!

Samodzielność dzieci

Nasze dzieciaki budzą się dość wcześnie, co nieco wynika z ich wrodzonych tendencji skowronkowych, ale jest też pewnie trochę pokłosiem naszej strategii kładzenia ich wcześnie spać (o czym pisałem już jakiś czas temu). Taki podjęliśmy wybór i jak na razie zupełnie go nie żałujemy. Nie wyobrażam sobie spokojnego wieczornego odprężenia przy kieliszku wina i serialu podczas gdy dzieciaki jeszcze biegają po domu, wyobrażam sobie natomiast poranek, gdy nie budzą nas o wschodzie słońca.

Oczywiście nie zawsze się to udaje i co ważne – trzeba nieco poczekać, ale to naprawdę jest możliwe. Pisałem o tym nieco w tekście o samodzielności – oni po prostu potrafią się rano sami ogarnąć! Mówię tu szczególnie o weekendach, bo w tygodniu i tak budzimy się wszyscy o 6.

Franek (7,5 roku) jest w stanie zrobić płatki dla siebie i sióstr, czasem nawet rozkładamy wszystko na stole tak, aby poradzili sobie sami. Czy reklamuję właśnie rodziny wielodzietne? Ależ oczywiście! Zawsze twierdzę, że o wiele łatwiej jest nam z trójką – starsi zajmują się młodszymi, w takiej grupie o wiele łatwiej jest o jakieś wspólne zajęcie. To plus wbijana regularnie zasada “NIE BUDZIMY RODZICÓW GDY NIE TRZEBA” zdaje u nas egzamin – ostatnio zdarza się nawet, że jesteśmy w stanie w sobotę pospać do 9.00!

Ciemność widzę!

Mamy w domu zewnętrzne rolety i bardzo polecamy to rozwiązanie. Rzeczywiście pozwalają one czasem oszukać zegar dzieciaków, szczególnie latem, gdy słońce potrafi zbudzić je naprawdę wcześnie. Na wyjazdach rolę taką pełni czasem koc wciśnięty w okno – nie zawsze to działa, ale warto spróbować!

Słuchawki lub korki

Pisałem już też o aplikacjach generujących szumy i inne usypiające odgłosy, ja po stosowaniu jej dla Lili, wpadłem na pomysł, by stosować ją dla siebie. Małe, douszne słuchawki i jesteśmy w stanie odciąć się od świata zewnętrznego. Oczywiście nie zupełnie i oczywiście nie zawsze – takie rozwiązanie przy malutkim bobasie nie wchodzi w rachubę (chyba, że na zmianę), natomiast polecam je gorąco. Aha, musisz lubić tego typu dźwięki, znam osoby, których szum deszczu czy buczenie samolotu denerwuje, a nie usypia – cóż, nie pomogę 🙂 Ja korzystam z aplikacji White Noise, natomiast jest ich nieco zarówno na iPhone jak i Androida. Warto też dobrać odpowiednie słuchawki – takie, które nie wypadają z uszu oraz są na tyle małe, że możemy w nich wygodnie spać – szczególnie chodzi o pozycję na boku.

Ja doszedłem już do takiej wprawy, że byłem kiedyś w stanie drzemać sobie w pokoju w którym wariowała piątka dzieciaków. Co ważne – to łączy się z umiejętnością dosypiania, czyli ponownego zasypiania po pierwszym przebudzeniu. Nie zawsze mi się to udaje, jednak warto tę umiejętność ćwiczyć, to jedna z podstawowych umiejętności przetrwania młodego rodzica.

Powietrze

Nie zapominajmy też o podstawach, a mianowicie o tym, że to jak bardzo jesteśmy wyspani zależy od czynników zupełnie niezwiązanych z dzieciakami i nie jest to tylko zależne od długości snu. Także od:

  • Dostępu świeżego powietrza – nie wyśpisz się, jeśli masz zamknięte szczelnie okna, drzwi, a pomieszczenie jest za małe.
  • Temperatury i wilgotności – nie wyśpisz się, jeśli w pokoju jest za gorąco, lub powietrze jest zbyt suche.
  • Anatomii – ja nie permanentnie nie wysypiałem się, bo miałem totalnie przerośnięte zatoki, a także zwiotczałe podniebienie, co skutkowało chrapaniem i ciągłym niedotlenieniem. To inny temat, natomiast poradziłem sobie zarówno z chrapaniem jak i zatokami. Notabene chrapanie partnera też przecież wpływa na niewyspanie 😉
  • Nawodnienia organizmu – wypicia odpowiedniej ilości wody przed snem, przy czym rzecz jasna alkohol działa raczej w drugą stronę

Piszę o tym z jednego powodu – jeśli nie możesz w danym momencie życia zmienić długości snu, zadbaj o to, by w danej ci ilości wyspać się jak najlepiej.

Dziadkowie

O tym, jakim skarbem są dziadkowie i teściowie i, że warto z nimi żyć w zgodzie też wspominałem. To trochę wypadkowa szczęścia, spolegliwości i innych czynników, my jednak za każdym razem u jednych jak i drugich rodziców wysypiamy się niesamowicie. Dziękujemy Wam :*

Wakacyjne tricki

I w końcu wakacje, czyli moment w którym plany wyspanie są zazwyczaj ambitne, a kończy się jak się kończy. My wyjeżdżamy zazwyczaj grupowo, a dzieciaki śpiące w jednym pokoju są jak poukładane domino – wystarczy, że zbudzi się jedno i właściwie po ptokach. Dlatego podczas jednego z wyjazdów – gdy system reprymend, kar, wrzasków, gróźb i innych tradycyjnych metod wychowawczych nie zadziałał, postanowiliśmy wprowadzić nagrody dla każdego dziecka, które wstanie PO określonej godzinie. Jaki to piękny widok – pewnego poranka, o 7:50 ujrzeliśmy dzieci grzecznie leżące w łóżkach i patrzące kątem oka w stronę zegara! Biedaczki 😀 Prawda jednak była taka, że te, które nie chciały się jeszcze budzić, wcale się nie obudziły, tylko spokojnie sobie dosypiały. Z systemu tego zbyt czesto nie korzystamy, jednak w połączeniu z “budzić starych tylko wtedy gdy trzeba” działało to całkiem nieźle.

Nie poddawajcie się!

Sen to dobro. Ja wiem, że po studenckich balangach mamy raczej w głowie hasło SLEEP IS FOR THE WEAK, ale dzieci wyraźnie uświadamiają nam, że piramida potrzeb stoi stabilnie wtedy, gdy nie musimy wkładać zapałek do oczu.

I nie myślcie sobie, że piszę ten tekst jako osoba, która osiągnęła tu jakieś mistrzostwo! Nadal bywamy budzeni zbyt wcześnie, nadal rzeczywistość bywa na tyle złośliwa, że budzimy się najwcześniej w te dni, gdy akurat moglibyśmy się wyspać, nadal dzieciaki potrafią nas obudzić z totalną pierdołą na ustach i tak dalej. Ale gdy patrzymy czasem na matki zrywające się o 6, “bo 6 letni Maciuś przecież sam sobie nie poradzi”, czy też dzieci, których jedyną poranną misją jest obudzenie rodzica BO TAK, to myślimy, że udało nam się jakiś poziom mistrzostwa mimo wszystko uzyskać. Czego i Wam z cłego serca życzę!

A w tym roku znowu jedziemy na rejs bez dzieci – tym razem do Grecji. A na naszych bezdzietnych rejsach panuje zawsze jedna zasada – każdy ma prawo spać tyle ile chce i nikt nie ma prawa tego kwestionować!

Litwo, Ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie,

ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

kto Cię stracił.