Image

Warning: Trying to access array offset on value of type bool in /home/goorekst/domains/mikemary.pl/public_html/wp-content/themes/edition/author.php on line 17

Posts By Michał Górecki

Latest Posts | By Michał Górecki

Koniec wakacji

Tak, wiem, wiem, wiem. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Moje lenistwo spowodowało, że nie napisałem nic od… nawet nie chcę liczyć od kiedy. Dziękuję za popędzanie – to rzeczywiście …
Read More

Jingle bells

2983

Mokro i mroźno na przemian. Biało. Liści na drzewach już praktycznie nie ma.

Tak to prawda. Od ostatniego wpisu minęły prawie trzy tygodnie. Co mam na swoje usprawiedliwienie? Pewnie nic 🙂 Dziękuję wszystkim tym, którzy upominali się o wpisy, dzięki temu wiem, że ktoś to czyta 🙂

Read More

Assasin’s Creed

Są różne sposoby na to aby przestać czuć się w nowym kraju jak turyści. Mogą one być powiązane z zakupem domu, z jego urządzeniem, czy choćby… ze zderzeniem się z rzeczywistością przy jego okradnięciu. I to właśnie się nam wydarzyło.

Szwajcaria zawsze jawi się jako kraj mlekiem i miodem płynący. To prawda – dobrobyt, wysoki poziom życia, taksówkarzom czasami az nie chce się gdzies jechać – bo po co. Wszystkie zawody o nizszym statusie sa zapełnione przez Portugalczyków. Do tego nasz postkomunistyczny sen o “wspaniałym zachodzie” i sprawa gotowa. Co prawda znajomi tu mieszkający opowiadali nam o złodziejach, ale nie chciało nam się w to zbytnio wierzyć. Tzn mówili prawdę, no ale NAS? Eee.

Denis obudził się razem z dzwonami – o 7 rano. Po jego siku nie zamykami drzwi , bo to już dzień. O 7.15 zaczął niespokojnie się wiercić – myśleliśmy że chce siku. Przygarnąłem go do siebie i chciałem spać dalej. Wtedy usłyszałem hałas na dole.

Read More

Zjadłszy śniadanie

Uczę się francuskiego. To chyba już wszyscy wiecie. Mam dwa miesiące niczym nie zakłóconego spokoju i oczekiwania na permit – pozwolenie na pobyt. Bez tego właściwiie wszystkie moje starania o pracę są bezcelowe, a firm jest na tyle mało, że nie ma sensu marnować okazji. Zeby kompletnie nie zgłupieć postanowiłem, jak już pisałem, uczyć się francuskiego dwa razy dziennie. O 9 rano i o 15.

Lekcje te wyznaczają mi mój rytm dnia – czuję się trochę jak student. Rano zawsze zastanawiam się czy aby był to najlepszy pomysł, przecież mogę mieć lekcję o powiedzmy 10, albo nawet 11! Ale potem wiem że to całkiem dobry pomysł. Budzę się razem z Mary, idziemy razem do wujka Proktera i cioci Gamble, tam mam lekcje. Nie śpię za długo, mam co robić. Read More

Denis the Menace

2944

Wszystko zaczęło się od doła Marysi. Ot taki sobie dół – może zawirowanie kobiecego pierwiastka (który zapewne nigdy nie zostanie odkryty), a może “culture shock” – nie wiem. Fakt, że zaczęliśmy zastanawiać się nad psem.

Pies powinien być mały, żeby można go było zabierać ze sobą, także do samolotu, ale z drugiej strony oczywiście “z jajem”. Marysia po krótkim polowaniu internetowym upatrzyła sobie rasę Cavalier King Charles Spaniel. Całe szczęście dość szybko wybiłem jej to z głowy (oczywiście w tym miejscu przepraszam wszystkich wielbicieli tej rasy i wogóle, ale ja po prostu miałem spaniela no i wiem że mistrzami intelektu to te psy nie są, o.). Próbowaliśmy jeszcze trochę powybierać pomiędzy różnymi ciułała i innymi gryfonikami, aż w końcu zwróciliśmy się z pomocą do… no kogo? Wymienionego już po raz 3 na tym blogu Kowlaka! Który poza niezliczonymi swymi zaletami (niektóre z nich sa nawet bardziej, niż jego następc…. eee nieważne 😀 ) zna się na psach. Polecił nam szorstkowłosego teriera, ale my wybralismy krótkowłosego Jack Russell Terriera. Jeśli ktoś nie wie to właśnie ten pies z Maski z Jimem Carreyem. Mały, krótkowłosy, walnięty, z ADHD. Zupełnie jak ja 😀 Read More

Independence Day

2866

Na 90 lecie niepodległości przylecieliśmy do kraju. Wizyta niestety dość krótka, ale intensywna. Najpierw dwa dni w górach, a potem odbiór Denisa. Ale o nim później.

Przylot do Polski odbył się bez przygód. Zresztą przygód nie ma żadnych, życie na modłę Szwajcarską jest już nam tam bliskie, że z pokora przyjmujemy kolejne takie same dni. Jesień wydłuża się niemiłosiernie – właściwie nigdy nie sądziłem, że może być jej aż tyle. W Polsce jesień zawsze trwała zbyt krótko – już we wrześniu było zimno, październik bywał mroźny, a listopad to gołe drzewa i przymrozki. Tu jest zupełnie inaczej. Ale to o Polsce miałem pisać…

Read More

Saga O Ludziach Lodu

2749

Nie, nie o Szwajcarach. O wikingach oczywiście. Ale to za chwilę 🙂

W Szwajcarii nie dzieje się nic wielkiego. Ot – kolejne deszczowe dni przyprawiające o jesienną deprechę. Niestety na słońce i śnieg nie ma co liczyć – Genewa położona jest w dolinie, tu głównie mży, mrozów brak, śniegu brak. Ze słońcem problemy. Przynajmniej zimą… Aby nie zgłupieś do reszty kupiliśmy Playstation 3, niedługo przylatuje z nami Denis. Będzie wesoło 😀

Read More

Plucha

Pada. Wydaje się, że pada od zawsze, choć to kilka dni dopiero. Ale non stop, bez najmniejszej przerwy. Nie żadna ulewa, wichura, czy burza. Zwykły, nudny, powolny i nieubłagany deszczyk. Wszystko jest szare, mokre, smutne. Ogródek – w pół przekopany – przypomina bajoro, ulice, które jeszcze niedawno mieniły się kolorami jesieni teraz spływają deszczem. I tak może być… aż do późnej wiosny.

Srednia perspektywa :/

Read More

Home sweet home

Powoli przestaję czuć się tu jak turysta. Co prawda nie minęły jeszcze nawet 3 tygodnie (a tyle byłem maksymalnie za granicą do tej pory – w Angli, Hiszpanii czy na rejsie we Włoszech), ale w końcu to nie jest wyjazd turystyczny.

Przede wszystkim ogarnęliśmy już większość rzeczy w domu. Zaczyna to rzeczywiście przypominać przytulny domek, a nie pomieszczenie z  żarówkami wystajacymi z sufitu.

Read More

Jesień idzie, nie ma na to rady

2535|150

Minęło już 9 dni od ostatniego wpisu, choć dla mnie to dopiero chwila. Czemu? Ano tu wszystko dzieje się wolniej. życie w Petit Lancy płynie bardzo powoli i w niczym nie przypomina tego które zostawiłem w Warszawie. Na przywiezienie mebli z Ikei czeka się tydzień, w banku można czekać 10 minut aż zjawi się obsługująca pani. Po prostu nie ma po co się spieszyć. Czyżbym miał nauczyć się życia powoli? JA?

Read More

One night in Paris ;)

1609

Po szybkim ogarnięciu się na miejscu wyruszamy na weekendową wycieczkę do Paryża. Niestety nasz dobry przyjaciel Gilles akurat w ten weekend będzie nieobecny – a szkoda. Każdy kto go poznał wie o czym mówię. To ta osoba która przewija się czasami w moich opowieściach – wynajmował przez wiele lat mieszkanie od nas. Urodził się w Paryżu, część życia spędził w Japonii. No cóż, poradzimy sobie sami. Read More

Tysiąc mil, tysiąc mil…

Była kiedyś taka piosenka, zresztą trochę głupio przetłumaczona z Hundred Miles.Głupio, bo tłumaczowi miało pasować rytmicznie, a że z setki zrobił się tysiąc… To już nieważne 😀

Nieważna też dla meritum jest ta piosenka, tym bardziej że my rzeczywiście przejechaliśmy tysiąc mil. Ale to za chwilę.

Read More

Turcja – The End
13 lat ago

Turcja – The End

Ostatni dzień w Turcji to jeszcze trochę opalania i odkładane na ostatni dzień zakupy. Kupiliśmy fotele (beanbagi), trzy witrażowe lampki i jeszce kilka małych miseczek z Cini.

Z jednej strony trochę żal wyjeżdżać i myśleć ze strachem o pogodzie w Polsce, z drugiej po dwóch tygodniach człowiek na prawdę tęskni za swojskim jedzeniem.

Read More

Day 13 – Sail, ho!
13 lat ago

Day 13 – Sail, ho!

Dzisiaj ostatnia atrakcja – rejs po 12 wyspach. Była na tyle udana, że z powodzeniem może być uznana za godnie zamykającą naszą wykupioną serię atrakcji.

Zaczęło się trochę nerwowo (przynajmniej z tej bardziej nerwowej strony naszego związku 😛 ) gdyż rano zgubiłem bilet. Nie, ja go nawet nie zgubiłem. Po prostu dostałem go do ręki, jakieś 10 minut po tym jak się obudziłem i ubrałem. W takich chwilach mój mózg jest w trybie czuwania, a nei pełnej pracy, więc pomyślałem że to jakiś stary bilet i… nie wiem co z nim zrobiłem. Tak bardzo, że do tej pory nie udało nam się go znaleźć 🙂 Read More

Day 12 – Sukru

Dzisiaj Sukru zabiera nas na wycieczkę. Zupełnie prywatnie i z dobrej woli. Przychodzimy do biura Seaside i wsiadamy do jego Renault Broadway. Prawdę mówiąc nie miałem nawet pojęcia, że istnieje taki model 🙂 W ogóle ma się tu wrażenie, że Renault wygrał przetarg na dostawę samochodów. Widać pełno Kangoo (chociaż mniej niż na Kanarach), właśnie tego Broadway (jedziemy rocznikiem 1989), ale przede wszystkim pełno dziwnego modelu wyglądającego identycznie jak stara Dacia. Kiedy wjeżdżamy na tereny wiejskie właściwie widać tylko te samochody. Co ciekawe Renault mają tu opinię bezawaryjnych i mocnych samochodów. Mają też wysokie podwozie, co w terenie kamienistym i górskim nie jest bez znaczenia. Read More

Day 11 – O Missouri, ty wielka rzeko!

Dzisiaj przedostania z naszych atrakcji – rejs po Dalyan – tutejszej Amazonce. Tak przynajmniej przedstawione jest to w folderach.
Pobudka znowu wcześnie i tym razem rekordowe, bo az godzinne kolekcjonowanie gości z róznych hoteli. Po całym Oludeniz i Fethiye. W końcu ruszamy w trasę. Przewodnik – mówiący sam na siebie "Psycho" (jego imię brzmi jakoś podobnie) okazał się jeszcze zabawniejszy od poprzedniego – i niestety jeszcze mniej wyraźnie mówiący po angielsku.

Read More

Day 10 – God Save The Queen

Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząc pierwszy. A na każdym wyjeździe jest taka sytuacja że nie robi się nic. My wybraliśmy na to własnie ten dzień. …
Read More

Day 9 – Europa, Europa!
13 lat ago

Day 9 – Europa, Europa!

Pobudka znowu za wcześnie. Jak tu człowiek ma wypocząć? Autokar spóźnia się, Brytyjka czekająca z nami sieje panikę mówiąc, że ostatnio autokar nie przyjechał i wycieczka nie odbyła się. Wogóle rozmowy z Brytolami to koszmar. Uczę się angielskiego przez większość swojego życia, porozumiewam się swobodnie, a nadal nie jestem czasami w stanie ni w ząb zrozumieć Anglików. Mniejszy problem jest ze Szkotami, prawie żaden z Walijczykami. Ale południowa Anglia – masakra.

Read More

Day 8 – Weeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!
13 lat ago

Day 8 – Weeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

Dzień zaczyna się dość wcześnie – o 4 rano. Wtedy po raz pierwszy się budzę, bo przez sen widzę błyski. Okazuje się, że to nie sen, rzeczywiście pada deszcz i błyska się. Nie wróży to zbyt dobrej pogody, choć John Google  (a raczej Yahoo Weather) mówił co innego. Śniadanie (jajek na twardo ani sera nie będę jadł przez pół roku) i przygotowujemy się. O 11 mamy wyruszyć na Babadag. Pogoda w międzyczasie zrobiła się całkiem niezła, więc wiemy, że lot raczej na pewno się odbędzie 😀

Read More

Day 7 – Plusz Calcium
13 lat ago

Day 7 – Plusz Calcium

Śniadanie (jajko, oliwki, ser, heh) i jedziemy do Pammukale. Nazwa “Bawełniany zamek” jest trochę myląca, bo choć wokoło rosną pola bawełny, to nie o nią zupełnie tu chodzi. Pammukale to wapienne tarasy stworzone przez gorące wapienne źródła osadzające wapno przez tysiące lat. Niestety przez ruch turystyczny są one niszczone, dlatego też od dwóch lat nie można kąpać się w basenach (wymusiło to UNESCO grożąc odcięciem finansowania tego zabytku i zlikwidowaniu go  ze swej listy). A jest to rzeczywiście zabytek – w basenach tych kąpali się jeszcze cesarze rzymscy, a w pobliskim basenie Kleopatry – no zgadnijcie kto się kąpał 😀

Read More

Day 6 – Metropolis
13 lat ago

Day 6 – Metropolis

Jedziemy właśnie autokarem z Efezu do Pammukale. Na dziś wystarczy zwiedzania, zaraz dojeżdżamy do hotelu.

Obudziliśmy się o 5 rano, Marysia wstała 10 minut później, ja oczywiście 10 minut przed odjazdem autokaru 🙂 który i tak się spóźnił.  Było jeszcze ciemno, choć na tyle ciepło że można było stać w krótkim rękawku. Przed nami dwa dni wycieczki, a między nimi nocleg w hotelu 4 gwiazdkowym. Pierwszy cel – Efez, o którym chyba zbyt wiele nie trzeba nikomu mówić. A może trzeba? 🙂 Read More

Day 5 – Harley mój to jest to…
13 lat ago

Day 5 – Harley mój to jest to…

(Nie harley, tylko skuter i nie mój, tylko Sukru. Reszta się zgadza :D)

Niestety nie polecieliśmy. Gdy o 10.45 pełni zapału dotarliśmy na miejsce okazało się, że grupa z 8.00 jeszcze nie skoczyła (tfu, oczywiście nie POLECIAŁA!) . Spojrzeliśmy w górę – rzeczywiście Babadag tonął w chmurach. Poczekaliśmy jeszcze chwilę, po czy zostawiliśmy Sukru nasz numer telefonu. Po chwili dostaliśmy smsa, że dzisiaj nie da rady. Przełożyliśmy więc skok (LOT!)  na poniedziałek – jutro dwudniowa wycieczka do Efezu i Pammukale. Swoją drogą zachęciliśmy już do niej kilku Polaków, będziemy tam chyba robić za przewodników 🙂

Read More

Day 4 – Blue Lagoon
13 lat ago

Day 4 – Blue Lagoon

Dzisiaj wybraliśmy się do Błękitnej Laguny. To podobno największa atrakcja na zdjęciach, wizytówka Turcji, itp. Ot, kawałek zatoki (zupełnia jak Zatoka Szczecińska, mylnie nazywana zalewem, gdyż jak wiadomo Szczecin leży nad morzem). Prawdę mówiąc straszliwie się na to napaliłem, więc gdy autobusik (Sukru załatwił nam darmowe wejście) zawiózł nas nad coś co przypominało bardziej zarośniętą zatokę mazurską – ze wszystkimi tego urokami – trzcinami, mętną wodą, i leżakami, to mój humor znacznie się pogorszył. Na szczęście chwilę później poszliśmy w miejsce gdzie laguna łączy się z morzem i tam spędziliśmy resztę dnia – beztrosko się smażąc. Zdjęć też za wiele nie ma – ot zrobiłem kilka panoram. Niestety znowu zapomniałem że aparat był ustawiony na ISO 500, więc szumy są olbrzymie 🙁

W ogóle zastanawiam się nad robieniem tu HDRów, wszystko jest świetnie oświetlone, a ja nie mam czasu na zabawę. Widoki i tak są niesamowite, a HDRy powodują że zdjęcia wyglądają jak z kosmosu.

Read More

Day 3 – Bang, Bang, Lucky Luke…
13 lat ago

Day 3 – Bang, Bang, Lucky Luke…

… er ist schnell, er ist gut!

Znowu wieczór i znowu siedzimy na naszych styropianowych pufach patrząc na morze. Marysia czyta “Czas wrzeszczących staruszków”, ja próbuję przelać na pap… klawiaturę nasze przeżycia, póki nam nie umkną. W tle muzyka… no własnie, jaka muzyka? Mix lat 80tych. To muzyka która leci chyba częściej niż Disko-Turko. Czemu? To proste. Większość turystów stanowią brytyjczycy w wieku 40-50 lat. O ich imperialnych zapędach już pisałem nie raz, więc co się dziwić. Muzyka ta, która stanowi dla nich wspomnienie młodości, pasuje zupełnie do pubów, english breakfast i fish&chips. Trochę to denerwujące, bo (choć przecież lubię tę muzykę), to w Turcji chciałbym usłyszeć co innego. Nawet Soo chciałby tu słyszec co innego. Nawet mój kuzyn Rafał – znany koneser lat 80tych! 🙂 No ale cóż, jesteśmy w turystycznym getcie, z całym tego urokiem.

Read More

Day 2 – Get ready…
13 lat ago

Day 2 – Get ready…

Siedzimy sobie właśnie na plaży, a może nad plażą. Jest godzina 19:30. Nad plażą biegnie asfaltowy pas używany jako deptak, a także lądowisko dla paralotniarzy. O nich dzisiaj więcej napiszę, zresztą widać ich na zdjęciach z dziś i wczoraj. Przy tym deptaku znajdują się oczywiście kafejki, my jesteśmy na terenie jednej z nich. Przed nami zachodzące słońce a właściwie to co z niego zostało i świecąca się lampa naftowa – też na zdjęciu. Na plaży rozkłada się gitarzysta – zaraz występ. Fale uderzają coraz mocniej – tu wiatr i fale wzmagają się wieczorem.

Read More

Day 1 – Arrival
13 lat ago

Day 1 – Arrival

Najgorsza jest pobudka. Szczególnie wtedy gdy śpisz poniżej 5 godzin – wtedy czujesz fizyczny ból odrywania twarzy od poduszki, a sen miesza się z rzeczywistością i przez chwilę masz nadzieję że to nieprawda że musisz wstać. Ale musisz.

Read More

Jedzenie i ludzie

Zanim zacznę, jeszcze kilka słów o ruchu drogowym. Nadal nie mogę wyjść z podziwu jeśli chodzi o płynność ruchu. Tu naprawde wpuszcza się każdy jadący z boku samochód. Po prostu …
Read More

Pierwsze wrażenia

Obiecałem sobie że nie będe bezkrytycznie zachwycał się wszystkim. Na pewno jest czym się zachwycać, ale musze przecież zachowac równowagę. O takie sklepy na przykład czynne są tylko do 18.30. …
Read More

Genewa – przyjazd

No i (Górecki nie zaczynaj zdania od "no i"!) jestem na obcej ziemi. Prędzej niż przypuszczałem. Nie będę jednak accountem zdalnie – będę zajmował się nowymi klientami i tworzeniem strategii …
Read More

Genewa – wstęp

Na starcie winien jestem jakieś intro. Propozycja emigracji padła już jakoś w marcu. Nie była to decyzja łatwa – szczególnie dla mnie. Może wydawać się to dziwne – w końcu …
Read More

Wróciliśmy

No i koniec. Siedzimy sobie pod kocem, w domu, w Warszawie. Za oknem 6 stopni – najgorzej było przy wyjściu z samolotu. Tam ponad 30 – tu mroźny wiatr. I …
Read More

D14 – Ostatki

Koniec. Co tu pisać. Nie będę marnował czasu przy kompie! Jeszcze na chwilę na plażę! Jeszcze do wody! Ehhh. Jutro wyjazd!;( ;(

D13 – Waikiki
14 lat ago

D13 – Waikiki

Rano plaża. Ostatni dzień, kiedy mogliśmy pobyczyć się na niebiańskiej plaży. Dużo nie ma co pisać, leżenie, leżenie, leżenie. Ale jakie widoki! Eh. Mnie oczywiście poniosło i porobiłem trochę zdjęć …
Read More

D12 – Z kamerą wśród zwierząt
14 lat ago

D12 – Z kamerą wśród zwierząt

Dzisiaj odbyliśmy drugą część zwiedzania Fuerty – przede wszystkim wizyta w Oasis Parku. To takie wielkie zoo, gdzie czasami (np w wolierach dla ptaków) człowiek czuje się jak w dżungli! …
Read More

D11 – North & south
14 lat ago

D11 – North & south

Dzisiaj wycieczka na samo południe wyspy, razem z Sylwią i Adamem. Było na prawdę niesamowicie, zdjęcia mówią same za siebie. Szczególnie wyprawa do Cofete, przez góry! Przedtem jednak odwiedziliśmy jeszcze …
Read More

D10 – Sun of a Beach
14 lat ago

D10 – Sun of a Beach

Dzisiaj przede wszystkim są urodziny Marysi 🙂 Dostała prezent (który ma za długie uszy 😛 ) po czym wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy wreszcie na plażę. Bajka! Kolory jak na Karaibach, …
Read More

D9 – Thomson Superfamily

Dzisiejszy dzień określają chyba idealnie słowa piosenki – "Myślę, że nie stało się nic". A na dowód tego niech będzie fakt, że nie zrobiłem ŻADNEGO (!!) zdjęcia. Szok!

Thomson …
Read More

D8 – Fuerteventura
14 lat ago

D8 – Fuerteventura

Dzisiaj wielki dzień. Koniec pobytu na Lanzarote i transfer na Fuerteventure. Jeszcze wczoraj cieszylismy się ze zmiany i mówiliśmy, że to bardzo dobrze, że wyjeżdżamy bo zanudzilibyśmy się tu na …
Read More

D7 – Puerto del Carmen
14 lat ago

D7 – Puerto del Carmen

Jako, że jutro już opuszczamy wyspę postanowiliśmy odwiedzić jescze jedno spore miasteczko – Puerto del Carmen. Tak na prawde chcieliśmy jeszcze odwiedzić centrum handlowe koło Playa Blanca, gdzie znajduje się …
Read More

D6 – Gotowanie
14 lat ago

D6 – Gotowanie

Dzisiejszy dzień także spędziliśmy na beztroskim byczeniu się. Nie chcieliśmy jednak wydawac 8€ na leżak i parasol, postanowliśmy pozwiedzać jeszcze miasteczko, jako że nasz pobyt tu powoli dobiega końca.Zdecydowaliśmy też, …
Read More

D5 – Soo
14 lat ago

D5 – Soo

Wyprawa zaczęła się od wypożyczenia samochodu. Kusiło mnie kangoo, ale kosztowało zbyt dużo, więc wypożczyliśmy samochód klasy B (2 od końca cenowo) czyli dresiarski VW POLO 🙂

Zaczęliśmy nasz objazd …
Read More

D4 – Byczenie
14 lat ago

D4 – Byczenie

Dzisiejszy dzień upłynął nam na słodkim lenistwie. Na początku, jak widać na zdjęciach korzystaliśmy z basenu hotelowego, później poszliśmy nad ocean. W sumie nic ciekawego – jak wczasy w Łebie, …
Read More

D2 – Arrecife
14 lat ago

D2 – Arrecife

Dzisiaj wybralismy się do stolicy – Arrecife. Okazało się, że tam jest najbliższy kościół. A niby kraj katolicki…

Ale przedtem wzięliśmy udział w odprawie zorganizowanej przez biuro podróży. Mogliśy zapisać …
Read More

D1 – Przylot
14 lat ago

D1 – Przylot

Kiedy jako mały gnojek wyjeżdżałem z rodzicami do Grecji na wakacje (a było to w takich czasach, że większości z czytelników nie było na świecie) zostałem postawiony …
Read More

Już po!

By  •  Ślub

No i po ślubie i weselu. Co więcej, właśnie mija pierwszy tydzień małżeństwa. I jak? Ano oczywiście świetnie. Nawet pomimo tego, że Mary ma mnóstwo pracy w związku z końcem …
Read More

Zapraszamy!

By  •  Ślub

Wszystkich serdecznie zapraszamy na nasz ślub, który odbędzie się 22 września 2007 roku o godzinie 15.00 w kościele św. Jacka (oo Dominikanów), w Warszawie, przy ulicy Freta 10. Detale na …
Read More

First things first

By  •  Ślub

W końcu udało nam się założyć naszą ślubną stronę. Bacząc na fakt, że zaproszenia są już od jakiegoś czasu wydrukowane – to spory sukces :]

Na stronie znajdziecie wszelkie informacje …
Read More