Day 10 – Wino, kafelki, Tesla i Zara

Day 10 – Wino, kafelki, Tesla i Zara

Motywem przewodnim dzisiejszego dnia jest wino. A raczej madera, bo nie jest to wino jakie znacie, zresztą pisałem już o tym wcześniej. Ale o tym za chwilę. Dzisiaj udało się zrealizować wycieczkę do piwnic św Franciszka, do bodegi Blandych i poznać proces powstawania tego wspaniałego trunku. Trunku którym raczę się właśnie (zajadając przy tym roquefort) i patrząc na ocean. Ale do rzeczy.

Wstaliśmy o w miarę znośnej porze (pamiętam nasze pobudki z Capo Verde – to była masakra!), o godzinie 8 z groszami. Poranne oporządzenie się, śniadanie i autokar do Funchal. Nie pisałem chyba jeszcze o tym – są dwie drogi do Funchal. Pierwsza to droga którą jeździ nasz hotelowy autokar (a raczej autokarek) oraz miejski autobus ekspresowy – biegnie ona drogą ekspresową, jedzie się jakieś 10-15 minut. Druga trasa to trasa zwykłego autobusu 155. Na wiedzie przez okoliczne dzielnice, czy miasteczka – a pisałem że różnice wysokości sa kolosalne. Krótko mówiąc czujemy się na rollercoasterze – dodając do tego ciążę Mary można powiedzieć że to istny hardkor.

Tak czy inaczej – dojeżdżamy do stolicy i od razu kierujemy się do bodegi. Mamy niezły „timing” – angielski przewodnik rozpoczyna trasę za 7 minut. Kupujemy bilety i ruszamy!

Teraz część na którą spora część z Was czekała, czyli opis produkcji wina, a raczej madery. Madera, a dokładnie „Madeira” to wino wzmacniane alkoholem – w tym wypadku czystym brandy, czyli alkoholem destylowanym z winogron. Trunek ten powstał – jak wiele rzeczy w historii – przez przypadek.

Mary wchodząca do beczki po maderze 🙂

Marynarze, aby umilić sobie czas na pokładzie, zabierali ze sobą trunki różnego rodzaju (ach te bezduszne przepisy zabraniające dziś żeglować po alkoholu!) Choć tradycyjnie z żeglowaniem kojarzy się rum, lub grog (robione z trzciny cukrowej) w tym klimacie zazwyczaj było to wino. Ale ciężko przecież przewieźć przez gorący równik wino – większość wina zamieniłaby się w ocet. Do wina dodawano więc spirytus, aby się nie psuło.

Wino ze spirytusem, wystawione na działanie wysokich temperatur przechodziło cudowną przemianę – stawało się ciekawym w smaku trunkiem. Na początku nie wiadomo było co powoduje cały proces, myślano że to ruchy beczek. Dlatego też próbowano emulować cały proces tocząc beczki po podłodze. Bez skutku. Dopiero po pewnym czasie ktoś doszedł do wniosku, że chodzi o temperaturę. Do tego czasu płacono za przewożenie beczek przez statki – były one swego rodzaju balastem. Ciekawe ile z tego balastu było uszczuplane przez załogę – ja mając do wyboru rum albo maderę nie zastanawiałbym się ani chwili 🙂

Madera nie jest jedynym wzmacnianym winem – najbardziej znane to Porto oraz Sherry. I większość tanich gatunków madery smakuje właściwie tak samo jak porto. Diabeł tkwi w szczegółach.

Istnieją cztery rodzaje madery, tak samo jak cztery podstawowe rodzaje wina w podstawowej klasyfikacji: wytrawne, półwytrawne, półsłodkie i słodkie. Ponieważ wina słodkie mają niezbyt dobre konotacje i kojarzą się z tanimi winami (a szkoda, bo dobre Moscatele są naprawdę warte grzechu) to dwa ostatnie zwykło nazywać się „medium rich i rich”. To jakiego typu wino wyprodukujemy zależy od momentu w którym przerwiemy fermentację dodając spirytus.

Cztery rodzaje madery

Fermentacja wina polega na przemianie cukru w alkohol. Tak więc dodając alkohol po dwóch dniach fermentacji otrzymamy słodką maderę – większość cukru nie sfermentuje i zostanie tworząc słodką odmianę. Czekając ponad 20 dni otrzymamy maderę wytrawną.

Gatunki słodsze mają ciemniejszą barwę – cukier podczas leżakowania zamienia się karmel. Madery wytrawne i półwytrawne podajemy jako aperitify, przed posiłkiem. Madera półsłodka jest dobra do posiłku, czy do serów (właśnie ją piję – mniam), madera słodka jest dobra do deserów, do czekolady, czy innych kalorycznych zbytków.

Ok, wiemy już, że całość zależy od tego kiedy dodamy brandy, ale co z różnymi rodzajami winogron? Teoretycznie moglibyśmy stworzyć każdy rodzaj madery z każdego rodzaju winogron, ale rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Otóż do każdego rodzaju madery używa się dedykowanego szczepu winogron. Po prostu niektóre szczepy są z założenia słodsze, inne bardziej kwaśne.

Tak więc

maderę wytrawną robi się ze szczepu Sercial,
maderę półwytrawną robi się ze szczepu Verdelho,
maderę półsłodką robi się ze szczepu Bual,
maderę słodką robi się ze szczepu Malmsey.

Żeby było ciekawiej – to wszystko grona białe!

Ostatnio sprowadzono na wyspę grono czerwone – Tinto Negro. Jest o tyle uniwersalne, że można z niego wyprodukować każdy rodzaj madery – wszystko zależy od tego na jakiej wysokości i przy jakim nasłonecznieniu zostanie posadzone. Południowe stoki które są bardziej nasłonecznione dadzą słodsze grona, wysokie, północne stoki – wytrawne.

Teraz UWAGA. Wino zalewa się brandy – od 2 do 20 dni po rozpoczęciu fermentacji. Następnie przelewa się je do dużych beczek z drewna brazylijskiego. W tych się nie starzeje – są bardzo szczelne i właściwie nie dają smaku.

Beczki do wstępnego przechowywania madery

Wreszcie przelewa się je do właściwych beczek z amerykańskiego dębu. Te pozwalają maderze starzeć się we właściwy sposób. Beczki te po pierwsze nadają jej smak i zapach po drugie minimalizują tzw „Angel Share” – czyli tą część alkoholu która paruje i idzie „do aniołów”. To drewno w cudowny sposób powoduje że do aniołów idzie głównie woda. Jak? Nie wiem 🙂

Beczki w których madera leżakuje

Madera leżakuje nie w piwnicach, jak tradycyjne wino, tylko na strychach. W końcu musi być tam ciepło. W końcu przelewana jest do butelek. W tych może leżeć latami zupełnie nie tracąc (ale też nie zyskując) na wartości. Tradycyjna madera bez oznaczenia wieku leżakuje rok, te oznaczone – 5, 10 lub 15 lat. Madery powyżej 20 lat to tzw vintage, są oczywiście odpowiednio droższe.

W bodedze znajdują się nawet roczniki z XIX wieku, ale te nie sa przeznaczone na sprzedaż. Nasz bilet daje nam 10% zniżki, ale postanawiamy wrócić na zakupy pod koniec dnia, nie będziemy nosić przy sobie butelek.

Stare księgi rachunkowe

Po opuszczeniu wonnych strychów udajemy się w kierunku muzeum kafelków. Te znane są wszystkim którzy odwiedzili kiedykolwiek Portugalię, lub południową Hiszpanię. Niestety muzeum nie powala – kafelki wystawione w gablotach, zakaz robienia zdjęć. Ziew. Przy okazji zwiedzamy też dom doktora Pai Chi Wo (tak mi właśnie podpowiedziała Maryja), w rzeczywistości …. Główną atrakcją sa tam meble w stylu późnego rokokokokokoko. Szczerze – można pominąć. Pachnie trochę jak u cioci (dotyczy tych którzy mieli ciocie urodzone przed wojną).

Mary wyłącza zasilanie na wyspie

Następnie udajemy się na lunch do znanej już nam restauracji … a następnie do Muzeum Elektryfikacji. Muzeum też nie powala, ale poszliśmy tam głównie ze względu na obietnice pokazania elektryfikacji wyspy. Oprócz masywnych prądnic z opisem w języku portugalskim trafiamy na trochę interaktywnych zabawek elektrycznych (wygrałem w grze w „królika”) ora na makietę 3D wyspy. Ona dopiero jest ciekawa – widzimy na własne oczy jak bardzo górzysta jest wyspa.

Pomnik Suchego przy pracy

Wracamy do bodegi i kupujemy 10 letnią maderę. Ja za całe 8 euraczy kosztuję mojego rocznika. Utwierdzam się w przekonaniu, że to najzajebistszy rocznik 😀

Aha, po drodze wstępujemy jeszcze do Zary – dzięki Gowalli udaje się odkryć, że na wyspie są jednak jakieś sieciówki!

Po przyjeździe do Canico kupujemy zapasy wody i butelkę 5 letniej madeiry za całe 5 euro. To niesamowite – w Polsce butelka Tawny kosztuje całe 60 zł, czyli 15 euro. Maderę wypijam sam, zagryzając roquefortem o czym już wcześniej wspomniałem. Jest boska.

Muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy która ukształtowała drugą połowę dzisiejszego dnia. A mianowicie o naszej chęci (i tylko chęci) wyjazdu na Porto Santo o którym to chyba już wspominałem. Otóż ta położona nieopodal wyspa słynie ze złocistych plaż (piasek jest tu nawieziony z Sahary) oraz muzeum Kolumba. Niestety. 15 sierpnia jest przecież święto Matki Boskiej Jakiejśtam, które obchodzone jest również w Portugalii. Tak więc bilety na prom na długi weekend zostały już zarezerwowane :/ Ja jestem bardzo, bardzo, BARDZO zły – nie lubię gdy się na coś nastawię i tego nie dostaję 😛