Plaża jak plaża, drugą część dnia spędziliśmy na kolejnym basenie. Ale nie ma co narzekać, pierwszy "turnus", czyli osoby które przyjechały na tydzień właśnie wyleciał. Masakra. Napiszę to jeszcze raz - tydzień to zdecydowanie za mało. Wolimy wyjeżdżać rzadziej, ale na dwa.
Jedzenie natomiast powoli zaczyna mi się przeżerać. I nie, nie chodzi o to że jest monotonne. Jest kilka restauracji, w każdej zmieniają się dania. Zaczyna mnie męczyć jedzenie jako takie. Tu wszystko wyznaczane jest przez rytm posiłków, przez rytm wielkich gablot zapełnionych jedzeniem. Dla dobra mojego żołądka kolacje jem coraz lżejsze, frytki wypadły zupełnie z kolacyjnego menu, generalnie jemy prawie same sałatki i owoce morza jeśli uda się je upolować.


