Wyjazdy2016 Chorwacja

Day 3 - Gra o Tron i gościnna zatoka

Cały nasz rejs jest w dużej mierze przepełniony pływaniem na silniku. A to z tego powodu, że kategorycznie chcieliśmy zobaczyć Dubrovnik, który leży rzeczywiście kawał drogi od Splitu. Generalnie są trzy punkty startowe w Chorwacji, która to jest dość rozciągniętym brzegowo krajem. Zadar na północy, Split w połowie i Dubrovnik na południu. My choć startowaliśmy ze Splitu postanowiliśmy - jak już pisałem - że Dubrovnik zwiedzić musimy. Tym bardziej że kolejny rejs chcemy odbyć gdzie indziej, choćby w Grecji. A Dubrovnik - jako miejsce kręcenia Gry o Tron - zwiedzić musieliśmy.

Rano wsiedliśmy w dwie taksówki i pomknęliśmy na stare miasto, gdzie rozpoczęła się wycieczka śladami Gry o Tron. Było to zorganizowane bardzo sprawnie - w ciągu dwóch godzin odwiedziliśmy najważniejsze lokalizacje. Przewodniczka pokazywała fotosy z filmu i dokładnie w tych miejscach w których kręcono daną scenę. Oczywiście całość wygląda dość ubogo - brakowało dekoracji oraz renderów, ale fajnie było być w tym miejscu.

Na początku odwiedziliśmy park w którym kręcono scenę wesela oraz śmierci Joffreya. Upał dawał się we znaki - było około 35 stopni. Ale to nic, podobno w takich właśnie warunkach kręcono serial. My mieliśmy na sobie t-shirty, a obsada grube stroje oraz zbroje. Masakra!

To ja w miejscu, w którym umierał filmowy Joffrey Baratheon :)
To ja w miejscu, w którym umierał filmowy Joffrey Baratheon :)

Następnie przeszliśmy się na mury na których Tyrion rozmawiał z Varysem o bogu cycków i wina, a także miejsce w którym Joffrey skazał - podczas swoich imienin - na zachłystnięcie winem. To dość stare sezony, jednak wszystko sobie przypomnieliśmy. Później miejsce słynnego dialogu Cersei i Baelisha gdy on powiedział, że wie o jej związku z Jamiem, a ona udowodniła mu, że „power is power“. Na koniec kilka innych miejsca na nabrzeżu, gdzie kręcono scenę gdy Myrcella wyrusza do Dorne.

Filmowa rzeczywistość vs ta z mniejszą ilością renderów ;)
Filmowa rzeczywistość vs ta z mniejszą ilością renderów ;)

Skończyliśmy w sklepie z pamiątkami, gdzie stał żelazny tron, a ja kupiłęm sobie broszkę namiestnika króla.

Hand of the king, baby!
Hand of the king, baby!

A może królowej? ;)

Or Queen? ;)
Or Queen? ;)

Zjadamy polecane na Foursquare przez Tomka Czajkowskiego burgery z krewetek i ośmiornic, zapijamy to lokalnym piwem craftowym i wracamy na łódkę.

Burgery z owoców morza. Me gusta!
Burgery z owoców morza. Me gusta!

Trzeba jeszcze przepłynąć nieco, w tą stronę przepłynę,iśmy kawał drogi, czas to nadrobić. Nie wiemy do końca gdzie cumować - dzwonię więc do szwagra, który na Chorwacji przepływał kilka sezonów. Decydujemy się na malowniczą zatoczkę pełną restauracji. A tam niespodzianka.

Otóż zazwyczaj mariny nie witają nas z otwartymi rękoma. Wręcz przeciwnie, to my musimy upewniać się, że jest miejsce, rezerwować miejsce przez radio czy telefon. Tu jest odwrotnie. W zatoczce znajduje się kilka restauracji, każda ze swoim miejscem do cumowania. Cumowanie jest darmowe dla gości restauracji. Oczywiście każda z restauracji chce walczyć o klientów, dlatego zaraz po wpłynięciu do niej zauważamy machających do nas wesoło ludzi ze wszystkich pomostów. Wybór był trudny - wszyscy wesoło uśmiechali się i machali do nas niczym bohaterowie Shreka: „Wybierz mnie, wybierz mnie!“

Wybieramy jedną z nich i choć początkowo nasz wybór wydaje się nam się niezbyt dobry - obsługujący nas właściciel był nieco opryskliwy - to jedzenie wynagradza nam wszystko.

Michał GóreckiPiszę tu od 2007 roku.