Po ponad dekadzie pełnej wyjazdów w różne miejsca na świecie musze przyznać rzecz dość oczywistą, choć chyba niezbyt oczywistą dla wszystkich. Nie ma złych kierunków wyjazdów. Są kierunki źle dobrane. Dlatego też dość starannie zbieramy informacje o miejscu docelowym, aby później nie mieć smutnych niespodzianek. A jeśli nie możemy tego zrobić samemu, zdajemy się na kogoś kto nam pomoże. Znajomi z fejsa to jedno – oni też mają swoje upodobania i ich opinia niekoniecznie musi pokrywać się z tym co odczujecie wy. My mamy Agnieszkę, która od zawsze cierpliwie znosi nasze wymysły i poleca kolejne hotele, w których zawsze sama była i jet testowała, dlatego kolejny raz polecamy by to właśnie do niej się odezwać w tej sprawie 🙂

W tym roku jej misja nie była zbyt łatwa, nasze wymagania były następujące:

  • Ma być ciepło, ale naprawdę ciepło! (choć to styczeń)
  • Ma być bezpiecznie (to chyba oczywiste)
  • Nie może być za daleko, bo lecimy z dziećmi
  • Nie może być ultra drogo
  • Musi być to kraj, gdzie da się łatwo płacić kartą (bo Mary miała współpracę z Mastercard)

I właśnie w ten sposób doszliśmy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które były jedną z niewielu opcji spełniających te warunki. I prawdę mówiąc jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni!

Klimat i pogoda

Emiraty położone są na Półwyspie Arabskim, na szerokości geograficznej odpowiadajacej pasom pustynnym, w tym Saharze. Są trochę bardziej na południe niż Kanary, ale bardziej na północ niż Wyspy Zielonego Przylądka – wyspy zaznaczone są po lewej stronie, oczywiście na zachód od Afryki.

Położenie Emiratów

Co to oznacza? Ano to, że w zimę jest tam cieplej niż u nas w lato – a przynajmniej ostatnimi czasy. W styczniu temperatura waha się w okolicach 25 stopni w cieniu, ale to jest naprawdę ciepłe 25 stopni 🙂 Na tyle ciepłe, że podczas słonecznego dnia (a chyba tylko raz w trakcie 2 tygodni widzieliśmy chmury) można naprawdę porządnie smażyć się na basenie. Oczywiście im bliżej lata, tym cieplej, wiosną są tam konkretne upały, a latem raczej bym tam nie pojechał – temperatury mogą wynosić nawet powyżej 40 stopni. Klimat jest równikowy, nie zwrotnikowy, czyli jest dość sucho.

W styczniu jednak wieczory mogą być chłodne, temperatura spada do nawet 15-18 stopni, może wiać wiatr, ale siedzi się wtedy po prostu w bluzie. Warto też pamiętać o tym, że temperatura temperaturą, ale słońce zachodzi o normalnych zimowych porach, co w takim upale może być szokiem 🙂

Jedzenie i alkohol

Emiraty jako kraj muzułmański nie serwuje wieprzowiny pod żadną postacią i choć bywają od tego wyjątki w miejscach dla turystów, hotele raczej też się tego trzymają. Nie ma z tym większego problemu, bo wołowina, drób i jagnięcina są przepyszne. Do tego różnego rodzaju warzywa i orientalne przyprawy – żyć nie umierać. Oczywiście hotele zawsze próbują robić coś pod gości hotelowych, będą więc bardziej klasyczne dania, a nawet próby zastąpienia bekonu bekonem z cielęciny, czy indyka – fu, nie polecam.

Prohibicja obowiązuje w sumie tylko w emiracie Sharjah, w pozostałych emiratach jej nie ma, ale alkohol jest trudniej dostępny i droższy niż w Europie. Ceny drinków w hotelu były niebotyczne – te poza all inclusive kosztowały ok 40-50 zł, co jest ceną dwukrotnie wyższą niż drinki w porównywalnym hotelu na Kanarach. W większości restauracji, także w Dubaju, czy Abu Dhabi, nie kupimy sobie piwka do obiadu.

Społeczeństwo i bezpieczeństwo

Wyjazd do kraju muzułmańskiego kojarzy się, szczególnie ostatnio, z zagrożeniem. Jak jest tu? Otóż w Emiratach jedyne wysadzanie z jakim możemy się spotkać to wysadzanie diamentami 🙂 To kraj bardzo bogaty i dość liberalny religijnie na tle innych krajów regionu takich jak Arabia Saudyjska, czy krajów kontynentalnych jak Iran. Owszem, noszone tu stroje mogą tak się kojarzyć, ale to kwestia dość bardziej skomplikowana.

Emiratczycy (którzy stanowią tylko 15% społeczeństwa) to raczej bogaci szejkowie jeżdżący złotymi mercedesami, a nie górscy pasterze – ekstremiści.

Zresztą duże miasta (Dubaj I Abu Dhabi) żyją w dużej mierze z kontaktów międzynarodowych, z finansów, wyścigów i coraz bardziej turystyki. Pozostałe emiraty takie jak Ras Al Khaimah, czy Fujairah w dużej mierze właśnie z turystyki.

Zwiedzanie i widoki

Emiraty są krajem stosunkowo młodym, powstałym na początku lat 70. Krajem, który wzbogacił się nagle w latach 60, krajem, który wcześniej był pełen beduinów przemierzających pustynię na wielbłądach. Nie ma tu porażającej ilości starych zabytków, a te jeśli już istnieją, nie powalają na kolana – jak najstarszy meczet będący lepianką z gliny. Ma to swój urok, ale osoby nastawione na zwiedzanie dużej ilości zabytków będą raczej zawiedzione.

Emiraty są krajem dość pustynnym, a góry pojawiające się w pewnych miejscach (i mówię „pojawiające” gdyż nie są to stopniowo zaczynające się pasma, pustynia w ciągu 10 minut może zamienić się w skalistą okolicę) są jedynie urozmaiceniem krajobrazu. Nie znajdziemy to zapierających dech w piersiach widoków na ocean jak na Kanarach, czy na Maderze. Chętni jednak mogą spędzić nieco czasu na pustyni biorąc udział w safari.

Dwa główne kierunki turystyczne to Dubaj oraz stolica kraju – Abu Dhabi. To duże metropolie wybudowane na środku pustyni.

Może niezbyt duże jeśli chodzi o ilość mieszkańców (odpowiednio 2,4 mln i 1,2 mln mieszkańców), ale pełne gigantycznych drapaczy chmur, i siedmiopasmowych ulic. To robi wrażenie, takiego metropolitarnego rozmachu nie widziałem w żadnym mieście. To przeciwieństwo małych, ciasnych miast europejskich takich jak Lizbona, czy Florencja.

Widok drapaczy chmur z plaży w Abu Dhabi jest mocno surrealistyczny.

W obu miastach jest mnóstwo miejsc do zwiedzenia, a zwiedzenie każdego z nich w pełni zabrałoby kilka dni. Choć znowu, będą to raczej wybudowane przez człowieka atrakcje, a nie zabytki. Dubaj to oczywiście także (póki co) najwyższy budynek na świecie i widok z niego.

Widoki jak w Sim City

Z rzeczy bardziej tradycyjnych, choć jednak współczesnych, należy wymienić Wielki Meczet Szejka Zayeda położony w stolicy – choć nie dorównuje on rozmachem słynnej świątyni Taj Mahal, warto go zwiedzić.

Wielki Meczet

W Dubaju warto w wersji minimum zobaczyć jeszcze stare targi – targ przypraw, złota, czy tkanin. Myślałem że są większe, ale i tak robią wrażenie.

Targ przypraw też robi wrażenie, choć większości przypraw zupełnie nie znam.

Ceny

O cenach alkoholu już mówiłem. Jeśli chodzi o inne ceny, to nie różnią się jakoś bardzo od polskich, a nawet śniadanie pod Burj Khalifą w Dubaju nie przyprawiało o zawrót głowy i kosztowało jakieś 30 zł na osobę. Co lepiej, przelicznik ich waluty do złotówek to praktycznie 1:1, więc nie trzeba kombinowac z liczeniem.

Trzeba natomiast pamiętać o tym, że handlem zajmują się głównie Hindusi. Więc nawet gdy ucieszysz się, że stargujesz cenę dwukrotnie może okazać się, że przepłaciłeś. Warto zapoznać się za pomocą internetu z cenami za dane rzeczy.

Hotel

Hotel w którym byliśmy był chyba jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym, hotelem w którym kiedykolwiek byliśmy, choć to zależy oczywiście od preferencji. Hotel był nie tak mały jak mini pensjonaty (Mansion Nazaret na Lanzarote, czy Rocamar Royal Orchid na Maderze), ale nie tak duży jak kolosy w których byliśmy na Kanarach (Oasis Papagayo na Fuerteventurze, czy Sol Tenerife na Teneryfie). Od pokoju do basenu mieliśmy jakieś niecałe sto metrów, na plażę nieco dalej. Na posiłki podobnie. Brakowało codziennych animacji dla dzieci, ale… może jednak nie? Nie było tak hałaśliwie jak w niektórych kurortach gdzie słychać tylko animatorki.

Basen hotelowy

All inclusive trochę rozczarowuje, nie jest to Egipt, czy Dominikana – drinki są mocno średnie, choć nie tak tragiczne jak na Kanarach gdzie whisky nadaje się tylko do wylania. Nie ma przekąsek w ciągu dnia, kuchnia troszkę się powtarza i nudzi pod koniec drugiego tygodnia.

Nawet ja potrafiłem wytrzymać bez mięsa – często wystarczały mi warzywa i sery na śniadanie!

Acha, warto pamiętać o tym, że to kraj ropą płynący. Niestety także dosłownie. Możliwe są zrzuty ropy na morzu, które kończą się zamknięciem plaży nawet na dwa dni 🙁

Ropa na plaży

 

Wyjazd uważamy za bardzo udany, był dokładnie taki na jaki się nastawiliśmy. Pewnie nieco wynudzilibyśmy się bez dzieci, ale hoteling z lekką dozą zwiedzania wyszedł wybornie. A na pewno ucieczka od zimy – i to jest chyba główny powód wyjazdu do Emiratów. Lato w środku zimą z lekką nutką orientu.

A tu film z naszego wyjazdu:

https://www.facebook.com/mikemaryblog/videos/1599601676826582/