Do Szanghaju nie polecieliśmy w celach turystycznych – Mary dostała zaproszenie organizatora chińskich targów – TJPA – i napisania relacji do kilku magazynów branżowych. Ja załapałem się jako jej ochroniarz i fotograf. Nie dość, że przy okazji mogliśmy zwiedzić Szanghaj, to wreszcie będzie można mówić wszystkim ciociom i wujkom, że zajmujemy się porządnymi i zrozumiałymi rzeczami takimi jak pisanie artykułów i robienie zdjęć do gazet, a nie jakimiś blogami – kto to pomyślał, żeby się z tego utrzymywać! 😀

Ale wróćmy do tematu. Od kilku ładnych lat Mary jeździ na targi branży dziecięcej do Kolonii – to największe w Europie targi o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie Kind und Jugend. Ja po dwóch edycjach darowałem sobie wizytę tam, choć doceniam wygodny, lekki czy dobrze składający się wózek, to w tym czasie zwiedzam okoliczne browary i inne niemieckie zabytki. Na targi chińskie zapaliłem się nieco bardziej – z kilku powodów.

Po pierwsze egzotyka – chciałem zobaczyć czym różnią się od europejskich. Po drugie targi te składały się właściwie z czterech osobnych – targów artykułów dla rodziców, targów zabawek, targów przedszkolnych i targów artykułów licencjonowanych. Jako wieczny Piotruś Pan najbardziej nakręciłem się na zabawki oraz licencje – tam wystawiają się różne brandy znane z filmów, czy animacji – bohaterowie Marvela, czy DC.

Codzienny trening

Nie wiem czy byliście kiedyś na dużych targach – ja co roku jeżdżę na targi mojej branży, a mianowicie Rema Days, gdzie oglądam nowe koszulki i inne gadżety, i technologie nadruków. Na targach przydaje się zawsze umiejętność zdobyta w grze Pacman – trzeba obejść je jak najdokładniej, nie omijając żadnej alejki, ale tak, aby nie chodzić tymi samymi ścieżkami. A tu naprawdę było co obchodzić! Całość znajdowała się w 15 dużych pawilonach, co oznaczało że musimy zwiedzić 5 pawilonów dziennie. Przekładało się to na niesamowite ilości kroków – w rekordowym dniu przeszliśmy 30 tysięcy kroków, a w sumie od środy do niedzieli zrobiliśmy na nogach ponad 70 kilometrów! Oczywiście do tego dochodziły wieczorne spacery po Szanghaju, ale dni targowe mocno dokładały się do całego wyniku.

Otwartość

Przede wszystkim targi chińskie różnią się od europejskich swoją otwartością. W Kolonii wiele stoisk z nowościami jest zamkniętych z obawy na to, że ktoś będzie chciał skopiować produkty. Można wejść dopiero po umówieniu się. Na wielu innych stoiskach nie ma możliwości robienia zdjęć.

Symbol Apple na jednym z urządzeń. Bo… dlaczego by nie? 🙂

W Azji do kopiowania podchodzi się zupełnie inaczej, o czym jeszcze za chwilę będę pisał, więc nie ma podobnych sytuacji. Co prawda na niektórych stoiskach widniały tabliczki z zakazem fotografowania, ale nikt ich nie przestrzegał – Chiny to w ogóle kraj wielu przepisów, których nikt nie przestrzega 🙂

Aby nadać logotypowi powagi, postawiono woskowego Steve’a Jobsa. Now it seems legit.

Ale z drugiej strony to zdrowe podejście. Mówię o otwartości, nie kopiowaniu. Zamykanie stoisk w momencie gdy można mieć kamerę ukrytą w okularach, czy długopisie? W 2017 roku? Europo, obudź się! 🙂

Podejście do prasy

Pamiętam z niemieckich targów podejście wystawców do blogerów – większość już 4 lata temu traktowała nas w specjalny sposób – wiedzieli, że jeśli odpowiednio nas zaciekawią, zapewnimy ich produktom odpowiedni rozgłos. Wystawcy z USA natomiast traktowali nas jeszcze lepiej – krzyczeli „we got a blogger over here!” po czym pół stoiska podbiegało do nas i nadskakiwało w każdy możliwy sposób.

Chińczycy nawet nie do końca rozumieli gdy mówiłem, że jesteśmy blogerami, dopiero po chwili uprzytomniłem sobie, że blogowanie w Chinach to niezbyt popularny zawód, a blogerów wsadza się do więzienia 🙂 Nasze identyfikatory z napisem PRESS też nie robiły zbytniego wrażenia – Chińczycy chcą przede wszystkim sprzedawać i to kontakty z potencjalnymi nabywcami i dystrybutorami interesowały ich najbardziej.

Fajans

Nie bez kozery „MADE IN CHINA” od lat jest synonimem taniego i słabego wykonania. Oczywiście istnieje wiele chińskich produktów wysokiej jakości i jeśli przypilnuje się wszystko zarówno na etapie designu jak i wykonania, to sprawa wygląda zupełnie inaczej, ale mnóstwo produktów wyglądało po prostu tanio i tandetnie.

Nie chcę teraz oceniać tego jako „pan z Europy”, zupełnie nie o to chodzi, to po prostu jest inne podejście, które zapewne sprawdza się w Chinach.

Plastik, wszędzie plastik. Takie zabawki pasowałyby nad polskie morze 🙂

Z Kolonii pamiętam wiele stoisk z pięknymi produktami zaprojektowanymi choćby w Skandynawii, ale też w Niemczech, Francji, Włoszech, czy Polsce, które były tak śliczne, że spokojnie mogłyby dostać Red Dot Award – pewnie część z nich je dostawała. Spora część produktów chińskich już na pierwszy rzut oka wyglądała tandetnie zarówno jeśli chodzi o wykonanie jak i design. Srebrne plastikowe zderzaki, błyszczące lampki i tym podobne, przypominały żywcem fajans, który można kupić w Polsce nad morzem. Zresztą pierwszy pawilon z zabawkami, który odwiedziliśmy specjalizował się chyba właśnie w takiej „taniej chińszczyźnie” – po godzinie oczy bolały mnie tak, że chciałem stamtąd uciekać.

Ale nie będe zbyt surowy – było wiele produktów naprawdę pięknych (jeden z nich na końcu tekstu).

Kopiowanie

Chińczycy to też mistrzowie w kopiowaniu. Mary wypatrywała ciągle jakieś podróbki znanych jej modeli wózków, zresztą spotykaliśmy je także na ulicy. Ja natomiast zafascynowałem się podróbkami klocków LEGO. Na początku zobaczyłem logo klocków ZHBO, które do złudzenia przypominało logo  LEGO – byłem pewien, że to zlokalizowana marka. A potem… potem zobaczyłem kolejne. I kolejne. I kolejne. Wszystkie różniące się tylko nazwą – białe litery w czarnej i żółtej obwódce, na czerwonym tle. Zobaczcie zresztą sami:

LEGO oczywiście zdaje sobie z tego sprawę, oto billboard, który zobaczyliśmy w metrze – napis mówi, że tylko oryginalne LEGO dają prawdziwą przyjemność 🙂

Tylko oryginał!

Jedzenie

Na targach europejskich raczej nie do pomyślenia jest, by wystawca jadł na środku stoiska – jeśli już, robi to gdzieś pokątnie. Chińczycy nie mają z tym problemu – wcinają jedzenie siedząc na swoim stoisku, albo kucając, czy siedząc gdzieś przy ścianie.

Jedzenie – wariant dyskretny

Jedzenie – wariant mniej dyskretny

 

Bałagan

Choć organizatorzy bardzo starają się, by targi wyglądały porządnie, diabeł tkwi w szczegółach. Ścieżki między stoiskami nie są wyłożone żadną wykładziną – chodzi się po betonie, jakichś studzienkach, czasem po rozlanej wodzie. Między pawilonami walają się śmieci, czy kartony. Ludzie nie zdają się przywiązywać do tego wielkiej wagi, a na pewno tak wielkiej jak Niemcy, którzy słyną z porządku.

Na targach chodzi się po czymś takim. A woda sobie stała stała, aż wyparowała. Istny taoizm – po prostu trzeba poczekać 😀

Jeszcze takie widoki

Ochrona

Mundur w Chinach nie jest czymś nadzwyczajnym właściwie wszędzie widać policję, ochroniarzy, czy inne formacje mundurowe. Ochroniarzy na targach było tak wielu, że właściwie nie dało się odwrócić głowy by któregoś nie zobaczyć. Wszyscy w odpowiednich mundurach, wszyscy z kamienną twarzą. Nie były to rosłe osiłki, a raczej „stójkowi”, którzy po prostu stali w bezruchu lub powoli przesuwali się wzdłuż stoisk.

Wszechobecni ochroniarze

Produkty licencjonowane

Targi licencjonowanych produktów, które zostawiliśmy na sam koniec trochę mnie rozczarowały. Same stoiska były bardzo ładne, bo firmy, które dają licencje na pewno dbały o nie w każdym detalu. Ale było mnóstwo zupełnie nieznanych mi bohaterów, w dużej mierze azjatyckich. To leczy poczucie dominacji okcydentu – Azja żyje w dużej mierze własnym życiem… i dobrze!

Zdarzały się postaci nam znane 🙂

Moi faworyci wcale nie znajdowali się w tym pawilonie. A gdzie?

Moi faworyci

No właśnie. Creme de la creme! Moje trzy ulubione zabawki, takie, które MUSZĘ mieć, koniecznie! Po kolei.

3.Mini krosno

Jako przedstawiciel branży tekstylnej nie mogłem nie zauważyć tej wspaniałej zabawki, czyli mini krosna. Za jego pomocą można utkać własną tkaninę i przede wszystkim nauczyć się jak ona powstaje. Na pewno jest to do dostania już w Europie, ale trzeba przyznać, że to naprawdę piękne!

Mini krosno

2. Mini tokarka

Gdy byłem mały, uwielbiałem bawić się w warsztacie Taty. Mieliśmy przy domu komórkę w której stały poręczne i podręczne obiekty takie jak krajzega, czy szlifierka obrotowa 😀 To były lata 80 i trzeba było sobie radzić samemu. A ja – najpierw pod okiem Taty, potem sam, lubiłem majsterkować. Zawsze jednak marzyłem o tokarce, której nie mieliśmy – fascynuje mnie jak działa. A tu niespodzianka – tokarka dla dzieci! Muszę ją mieć!!!

 

Za pomoca takiej mini tokarki można robić mini wazoniki i inne rzeczy z drewna.

Muszę to mieć!

1. Miniaturowe pokoje

Ale absolutnym hitem okazały się miniaturowe pokoje do sklejania. Z kawałków papieru i materiału konstruujemy takie właśnie pomieszczenia dopieszczone w każdym milimetrze. O rany jak mi się to podoba! To zdobędę na pewno! Wspaniały odwyk od ekranu na długie zimowe wieczory 🙂

Gotowy mini pokój

I to tyle jeśli chodzi o targi. Bardziej profesjonalną opinię, szczególnie pod kątem wózków i innych akcesoriów dla rodziców znajdziecie na blogu Mary oraz w gazecie Branża Dziecięca, z ramienia której pojechaliśmy na targi. A już wkrótce dalsza część naszej relacji, czyli co robiliśmy w Szanghaju poza targami!