Image

2009 Cabo Verde

Day 7 – Pożegnanie z Afryką
8 lat ago

Day 7 – Pożegnanie z Afryką

Wiem, wiem. Zaniedbałem bloga. Ale zrozumcie – powrót do zimnych rejonów był dla mnie takim szokiem, że zapadłem w sen zimowy 🙂 Więc najpierw nadrobię ostatni dzień, a potem opiszę co wydarzyło się juz po powrocie.

Ostatni dzień mieliśmy spędzić zgodnie z planem na totalnym wysmażaniu swoich ciał. Rzeczywiście trochę nam tego brakowało i nawet ja zatęskniłem za nieruchomym leżeniem na plaży (no może przez pierwsze 15 minut). Wyjechać na Cabo Verde i wrócić bez opalenizny to trochę wstyd. A ja opaliłem sobie głównie czubek łysej głowy – większość pobytu spędziliśmy przecież na wycieczkach (w wycieczkach jakby to Marysia powiedziała, ona jako Wrocławianka w ogóle nie uznaje słowa „na” :P)

Read More

Day 6 – Carnival!
8 lat ago

Day 6 – Carnival!

Jeśli Santiago można nazwać małą Afryką, to Sao Vincente z pewnością zasłużyło na miano małej Brazylii. Szczególnie jeśli tak jak my – zupełnym fartem – załapiesz się na karnawał.

O tym, że odbywa się teraz karnawał wpadliśmy już w Polsce – Mama powiedziała, że przecież najbliższy czwartek to Tłusty Czwartek, więc wracamy w Środę Popielcową. Co za tym idzie we wtorek odbywa się na wyspach karnawał. Całe szczęście w ten dzień zorganizowana była wycieczka na tę wyspę gdzie jest on najbardziej okazały.

Read More

Day 5 – Africa
8 lat ago

Day 5 – Africa

Zaczynamy tęsknić za plażą i normalnym hotelowym życiem. Zafundowaliśmy sobie ostrą jazdę – 4 wycieczki w 4 dni i czujemy się tym trochę zmęczeni. Ale na pewno było warto.

O tym, że Santiago – zgodnie z tym co mówiła rezydentka – jest najbardziej afrykańską z wysp przekonaliśmy się jeszcze przed wylotem. Na lotnisku bowiem okazało się, że lot został odwołany, o czym nikt nikogo nie zdołał poinformować. Zanim jednak opiszę całość muszę opisać dokładniej lotnisko. Otóż to mały budynek, coś wielkości naszego starego krajowego Okęcia, później Etiudy. Bilety wypisywane są długopisem, obsługa jeśli akurat ma chęć to stoi tam gdzie powinna. No stress. Dopełnieniem całości była lokalna drużyna piłkarska w zielonych koszulkach polo, która akurat leciała rozegrać jakiś mecz na Boavistę. Sajgon. Arturo – locals pracujący w Itace ruszył do boju i mieszaniną portugalskiego i kreolskiego zaczął wyjaśniać rozleniwionym paniom, że nasz lot to sprawa życia i śmierci.

Read More

Day 4 – Ognia!
8 lat ago

Day 4 – Ognia!

Dziś obudził mnie damski głos i nie był to bynajmniej głos mojej żony. Był to głos pani z recepcji, która o 6 rano oznajmiła, że  „this is wake up call”. Całe szczęście mój organizm nadal myśli czasem europejskim, więc tak na prawdę nie było az tak tragicznie.

Autokar zawiózł nas na lotnisko, gdzie po raz pierwszy mieliśmy przyjemność skorzystać z lokalnych linii lotniczych. Należą do nich malutkie samoloty LET. Bałem się że będzie gorzej, że będą to dwupłatowce z pilotami w szaliku i czapce pilotce, ale lot okazał się całkiem przyjemny. Jeszcze przyjemniejszy był check-in – po raz pierwszy mogłem przejść przez bramkę nie zdejmując… nic. Także z plecakiem. Bramka nie piszczała, bo była oczywiście wyłączona :]

Read More

Day 3 – Sól
8 lat ago

Day 3 – Sól

Dziś pierwsza z wykupionych atrakcji – wyspa Sal, czyli po naszemu „sól”. Wyspa ta kiedyś nazywała się „Płaską” do czasu kiedy odkryto na niej wulkany. A ponieważ warunki naturalne sprzyjały pozyskiwaniu „białego złota”, czyli soli – tak własnie ją nazwano.

Wyspa geograficznie jest trochę połączeniem Lanzarote i Fuerteventury. Na południu – tu gdzie znajduje się nasz hotel – posiada wspaniałe piaszczyste plaże, północ wyspy natomiast ukazuje jej prawdziwie wulkaniczny charakter. Południe wyspy jest bogatsze, tu posiadają domostwa ci z kapowerdeńczyków którym się bardziej powodzi. Biedota mieszka na północy, gdzie próbuje swych sił w rolnictwie. Gleby wulkaniczne są co prawda urodzajne, ale jak już pisałem wody pitnej na wyspie praktycznie nie ma, a pory deszczowe bywają czasami bardzo suche…

Read More

Day 2 – Prawie jak surfing
8 lat ago

Day 2 – Prawie jak surfing

A miało być tak pięknie…

Wstaliśmy rano podekscytowani surfingiem. W przeciwieństwie do windsurfingu, czy kitesurfingu (które można uprawiac nawet w Polsce) nie ma na świecie wielu miejsc odpowiednich dla wave surfingu, czyli po prostu surfingu. Warunkiem koniecznym są oczywiście duże fale, ale też stosunkowo mały wiatr, czy dobra linia brzegowa – mało kamieni, skał, czy klifów. Najodpowiedniejsze są oczywiście wody oceanów – każdy kto widział fale na Hawajach, czy w Australii (ja tylko w telewizji) wie o co chodzi. Oczywiście nie musza to być fale jak na specjalistycznych filmikach, gdzie surfer ślizga się po boku fali wielkim niczym stok Wierchu Bania w Białce Tatrzańskiej. Oprócz tego danego dnia musi być dobry wiatr – zarówno jego siła jak i kierunek. I tego własnie zabrakło 🙁

Read More

Day 1 – Sim City
8 lat ago

Day 1 – Sim City

Pierwsza przewaga Capo Verde nad naszymi dotychczasowymi miejscami docelowymi ukazała się w pełnej okazałości już z samego rana. Zmiana czasu! Czy znacie to uczucie kiedy na zimę przestawiamy zegarki i można spać godzinę dłużej? Tu, z różnicą dwóch godzin to naprawdę świetna sprawa.

Zarówno na Kanarach jak i w Turcji poranne pobudki to coś co kłóciło się z dobrym wypoczynkiem. Szczególnie jeśli wieczorem chce się trochę poimprezować. Śniadanie serwowane jest w godzinach 7.30 – 10, ale właściwie już od 9.30 można jeść tylko zimne resztki. Tak więc budzić trzeba było się ok 8-8.30, co na warunki urlopowe nie jest marzeniem. Tu budzę się naturalnie o… 7 rano i w sumie nie chce mi się zbytnio spać, bo mój organizm myśli, że to 9.00. Nie jest to na tyle duża różnica, żeby czuć jet-lag, ale na  tyle duża żeby się wysypiać. Super!

Read More

Day 0 – Przylot
8 lat ago

Day 0 – Przylot

Wylot wyjątkowo nie był zaplanowany na jakąś diabelską godzinę zombich, tylko na 10 rano. Wyjątkowo też nie przyjechaliśmy zbyt wcześnie, natomiast na tyle wcześnie, aby nie stać w gigantycznej kolejce do biura ITAKI. Niestety przy lotach czarterowych oprócz kolejek do odprawy bagażowej, paszportowej, kontroli bezpieczeństwa i wreszcie boardingu trzeba niestety jeszcze zameldować się w biurze przewoźnika.

Read More

Zielono nam w głowach
8 lat ago

Zielono nam w głowach

Dość zimy. Po prostu dość. Mamy totalną zimowa depresję – położenie Genewy skutkuje tym, że nie docierają do nas prawie żadne promienie słoneczne. Gęste chmury nad doliną skutecznie odcinają nas …
Read More