Image

2014 Chorwacja

Tydzień na łódce bez dzieci, psa, i zbyt częstego dostępu do sieci. Dużo wina, ryb i słońca. Żyć, nie umierać :)

Day 6 – Słoneczny finisz z urwaniem steru
3 lata ago

Day 6 – Słoneczny finisz z urwaniem steru

Ostatni dzień urlopu to zazwyczaj jedno wielkie korzystanie z tego, co za chwilę stracimy. Tym razem było nie inaczej. Do przepłynięcia mieliśmy na prawdę malutki dystans, więc zupełnie się nie spieszyliśmy. Mieliśmy ochotę dopłynąć do brzegu (nie wspominałem o tym wczoraj, ale cumowaliśmu na bojce, więc do brzegu musieliśmy dopływać pontonem) aby zjesć śniadanie w lokalnej kafejce, ale zrezygnowaliśmy. Po pierwsze w lodówce zostało całkiem sporo zapasów które trzeba było zjeść, po drugie lokalne przybytki nie serwują zbyt dużo na śniadanie – a jeśli tak, to wcale nas to nie powalało. Dojedliśmy więc i wyruszyliśmy w stronę Sibenika. Płynęliśmy powoli, łódka była ustawiona na autopilota. To naprawdę leniwe żeglowanie – teraz na tego typu łódkach można pływać autopilotem nawet na żaglach – bierze on poprawkę na wiatr i ostrzega przy jego zmianie. Niedługo będzie się po prostu mówiło „Siri, zwrot przez sztag!“ i wszystko będzie działo się samo. Wiem, wiem, co to za przyjemność? Read More

Day 5 – Cmentarz z widokiem na morze
3 lata ago

Day 5 – Cmentarz z widokiem na morze

Pogoda wymknęła się wszelkim prognozom. Nawet gdyby teraz zaczęło lać, to większość rejsu była mega pogodna. A lac zupełnie nie chce – wręcz przeciwnie, jest coraz cieplej. Postanowiliśmy więc zrzucić kotwicę w jakimś malowniczym miejscu i trochę się pokąpać. Mamy dość mało mil do powrotu i jeszcze dwa dni, więc możemy sobie spokojnie żeglować. Co prawda wiatr znowu się odwrócił i znowu wieje nam w twarz, ale to tylko urozmaica rejs – kursy „na wiatr“ są ciekawsze – wydaje się, że płynie się szybko, trzeba też halsować (czyli płynąć zygzakiem) i robić co jakiś czas zwroty. Read More

Day 4 – Wielkie Żarcie
3 lata ago

Day 4 – Wielkie Żarcie

Hvar był najbardziej wysuniętym na południe punktem naszej trasy. Rejs tygodniowy ma to do siebie, że po maksymalnie 3 dniach musisz wracać. Wachta kambuzowa zerwała się dość wcześnie – chcieliśmy załapać się na rybny mini targ i oczywiście kupić świeże pieczywo dla załogi. Poranne pobudki nie są aż takim problemem – masz tę świadomość, że nawet gdy będziesz zmęczony, to możesz przespać się kiedy chcesz. W ciągu dnia. Rano. W południe. Po południu. Wieczorem. Właściwie sam o tym decydujesz. Jakbyś był kilkulatkiem. Read More

Day 3 – Port of Hvar
3 lata ago

Day 3 – Port of Hvar

Dzisiejszy dzień zaczął się dokładnie tam, gdzie skończył się wczorajszy. Otóż po wspaniałej, opisanej przeze mnie wachcie, obudziłem Marcina, upewniłem się jeszcze raz, że wszystko jest w porządku, a następnie wsunąłem się pod cieplutką kołdrę w naszej kajucie. Nie na długo. Kilka minut po przyjęciu przeze mnie wygodnej pozycji usłyszałem pierwsze krople deszczu, by po chwili musieć domykac okienka – chmura dosłownie się urwała. Co więcej, towarzyszył temu wiatr który co chwilę zmieniał kierunek. Alarm kotwiczny zaczął się włączać, a ja chcąc nie chcąc, założyłem spodnie i kurtkę, i wyszedłem na pokład. Read More

Day 2 – Wielkie Odsypianie
3 lata ago

Day 2 – Wielkie Odsypianie

Dochodzi pierwsza w nocy. Siedzę właśnie na pokładzie i pilnuję, czy przypadkiem kotwica się nie zerwała oraz czy wiatr nie znosi nas na jedną z okolicznych wysp. Powinienem być śpiący i zmęczony – nocne warty i wachty nigdy nie były tym co specjalnie lubię – jestem śpiochem i się z tym nie kryję. Tym razem jednak zupełnie nie chce mi się spać i to z kilku powodów. Mary leży pod pokładem i próbuje zasnąć. Trochę jej już ciężko, młoda kopie w brzuch wywołując zgagę, więc choć wachtę powinniśmy pełnić razem, dałem jej trochę pospać. Read More

Day 1 – Przechyły i przechyły
3 lata ago

Day 1 – Przechyły i przechyły

Damn. Nie żeglowałem już dość długo. Zbyt długo. Zdecydowanie zbyt długo. Co prawda byłem na szwedzkich szkierach na jesieni zeszłego roku, ale to dosłownie dwa dni mega lajtowej żeglugi po maks dwie godziny, więc zbytnio się to nie liczy. Brakowało mi bardzo łopotu żagli i wszystkiego co z tym związane. Nigdy nie byłem bardzo hardkorowym żeglarzem, choć kultura żeglarska była mi zawsze bliska. Najpierw pierwsze żeglowanie na wakacjach z rodzicmi na Dadaju, na Warmii, potem patent żeglarski w Charzykowach w 1994, potem trzytygodniowy rejs morski we Włoszech w 1999, a potem trzy harcerskie obozy żeglarskie, które prowadziłem jakoś w połowie lat 00’s. Read More

Day 0 – Goonplugged
3 lata ago

Day 0 – Goonplugged

Męczył mnie kiedyś pewien koszmar. Powracał dość często i choć nie był wyjątkowo straszliwy, to mimo wszystko budziłem się z niego dość przerażony. Okazywało się, że musiałem pojechać dość szybko na obóz, do lasu, zabierałem do plecaka co popadnie, a na miejscu okazywało się, że nie wziąłem połowy rzeczy. To było straszne – spędzałem co roku cztery tygodnie w środku lasu, a jeśli nie wziąłem czegoś tak potrzebnego jak składany nóż, albo odpowiednia linka do wyplecenia pryczy, to właściwie nie było szansy tego dokupić na miejscu. Read More