Image

2013 Europe trip

Day 13 – Kaiser idiot!
4 lata ago

Day 13 – Kaiser idiot!

Kiedy myślę o Wiedniu, czy całej Austrii to przed moimi oczami ukazuje się oczywiście Dunaj i Mozart, ale także klimaty knajpiano-piwno-szwejkowo-cesarskie. Wiem, wiem, to bardziej Czechy i Galicja, ale jednak spodziewałem się tu trochę bardziej klimatów sznyclowych niż Mozartowych. Niestety. Read More

Day 12 – Z ziemi włoskiej po sznycla
4 lata ago

Day 12 – Z ziemi włoskiej po sznycla

Opuszczanie nadmorskiego ośrodka tego typu po jednym dniu pobytu to trochę pain in the ass. Wszystko musi być wysprzatane na glanc – rozumiem gdy robi się to po dwóch tygodniach, jednak po jednym dniu to nieco męczące. Choćby mycie grilla po dwóch grillowaniach. A checkout do 10.00… Read More

Day 11 – Prawie jak Bałtyk

Bibione wita nas pogodą iście bałtycką. O ile wczoraj było jeszcze w miare ciepło, o tyle dziś od rana budzi nas chłód. Cały dzień spędzamy raczej w kurtkach, niż w t-shirtach, ale mimo to odpoczywamy od dzikich tłumów i zwiedzania. Trochę szkoda – liczyłem na gorący piasek i ciepłe wody Adriatyku. Ale z drugiej strony to dopiero koniec kwietnia… Read More

Day 10 – Venice, ah Venice!

Budzi nas deszcz. Hardkor. Szkoda, bo nakręciliśmy się bardzo na Wenecję, ale zwiedzanie jej w taką ulewę nie ma sensu. Rozważamy opcję pojechania już dziś do Bibione i powrotu do Wenecji później (w Bibione spędzamy dwie noce), ale w miarę pakowania deszcz słabnie, aby w końcu zupełnie ustać. Świetnie! Read More

Day 9 – San Gimignano i Monteriggioni + PRZYGODA

Choć dzisiejszy nocleg odbywał się na północny wschód od Florencji, to nasza trasa jeszcze na chwilę poprowadziła na południe. Prato było jedynie miejscem noclegowym (choć jak się okazało także miejscem spróbowania słynnego steku), miejsce które koniecznie chcieliśmy zwiedzić to San Gimignano. To kolejne wazne miejsce dla fanów AC2 – to tu odbywały się słynne misje polegające na łażeniu po kablach między wysokimi wieżami. Read More

Day 8 – Wyścig z deszczem
4 lata ago

Day 8 – Wyścig z deszczem

Dzisiejszy dzień wyglądał – jak na AC2 przystało – jak misja na czas. O tym, że w sobotę będzie padał deszcz wiedzieliśmy już tydzień temu – żeby te prognozy były tak trafne kiedy przychodziła wiosna… Tak czy inaczej, wstaliśmy wcześnie i ruszyliśmy na podbój Florencji.  Read More

Day 7 – Ezio Auditore da Firenze
4 lata ago

Day 7 – Ezio Auditore da Firenze

Leżę właśnie na łóżku w klasztorze. Spędzam tu dzisiejszą noc. Przed chwilą natomiast lista mocih ulubionych miejsc na świecie nieco się przetasowała. Ale po kolei, wszystko po kolei.

Kandersteg opuszcza się zawsze w smutku, z conajmniej dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że po prostu żał opuzczać to wspaniałe miejsce. Drugi jest nieco bardziej prozaiczny – pokój trzeba wysprzątać na glanc, samemu. Chyba, że ma się żonę, która zrobi to lepiej – he he he. No dobra, ja w tym czasie zająłem się innymi Bardzo Ważnymi Rzeczami. Ktoś musiał ustalić detale checkoutu, a także popilnować dzieci! Tak, czy inaczej – nieco później niż planowaliśmy, bo około 11.00, wyruszyliśmy w stronę Thun, by potem odbić w kierunku Włoch. Read More

Day 6 – Kandersteg
4 lata ago

Day 6 – Kandersteg

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Kanderstegu – a było to w czerwcu 2006 roku – była już noc. Zakwaterowałem się i położyłem spać, zupełnie nieświadomy widoków za oknem. Rano wstałem, przeciągnałem się… i oniemiałem. Otóż w Kanderstegu i okolicach każde, ale naprawdę każde ujęcie wygląda jak reklama Milki. Byłem tu zawsze wiosną lub latem – doliny są wtedy zielone i oświetlone słońcem, a szczyty które widac dookoła pokryte śniegiem. A kiedy mówię szczyty – mam na myśli SZCZYTY. Nie kilka gór w jednym miejscu, tylko rzeczywiście mnóstwo bliższych i dalszych szczytów i pasm górskich, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. Te które są rzeczywiście blisko nie są poryte śniegiem, ale wznoszą się na setki metrów do góry, prawie pionowo, zupełnie blokując widok. Kosmos. Read More

Day 5 – W Alpy!
4 lata ago

Day 5 – W Alpy!

Dobiegł końca nasz trzeci dzień w Genewie, więc nieubłaganie nadeszłą chwila prawdy. Koniec ciepłego mieszkanka u Kasi i Karola – czas ruszyć w trasę. Mieszkało się rzeczywiście super, fajnie mieć znajomych u których można bez problemu zatrzymać się nawet na trzy noce – wielkie dzięki! Dziś podróż wzdłuż Jeziora Genewskiego a następnie w samiutkie Alpy. Read More

Day 4 – Kawa, jezioro, słońce i mule
4 lata ago

Day 4 – Kawa, jezioro, słońce i mule

Dzisiaj wreszcie zbudziły nas promienie słońca. Po chłodnym przywitaniu Genewa zdecydowała się wreszcie pokazać swoje wiosenno letnie oblicze, a jest ono naprawdę piękne. Gdy przyjechaliśmy tu wczesną jesienią 2008 roku, to aż do listopada cieszyliśmy się złotą jesienią. Zima była dość łagodna, a już na początku marca można było cieszyć się ciepełkiem.  Read More

Day 3 – Back to Geneve
4 lata ago

Day 3 – Back to Geneve

Obudziliśmy się tradycyjnie wcześniej niż powinniśmy. Słowo „powinniśmy” jest nieco względne, ale szkodniki jak zwykle zdecydowały, że pobudka odbywa się wtedy, kiedy wstaje słońce. „Tataaa, już dzieeeń!” Boję się o to co będzie działo się w lato. Read More

Day 2 – Deutschland, Deutschland
4 lata ago

Day 2 – Deutschland, Deutschland

Dzisiejszy dzień  był najtrudniejszy jeśli chodzi o podróż, bo do przebycia mieliśmy dystans Berlin – Genewa, czyli bite 10 godzin trasy. Najbardziej baliśmy się o dzieciaki, nigdy jeszcze nie serwowaliśmy im tak hardkorowej trasy. Przygotowaliśmy się co prawda – zabawki, video playery i inne takie, ale… Read More

Day 1 – Na Berlin!
4 lata ago

Day 1 – Na Berlin!

Udało się. Przynajmniej tak nam się wydaje. Wszystko spakowane, kupione i przygotowane. Boimy się trochę, bo podróż z małymi diabłami będzie wyzwaniem, to pewne. Każda podróż z dziećmi jest trudna. Ale co tam… you only live once! Z Frankiem jest nieco łatwiej – ma już 3,5 roku, można z nim spokojnie porozmawiać na prawie każdy temat, łącznie z tym na jakim kontynencie jesteśmy, czy w Ameryce jest teraz dzień, oraz po co jest księżyc. Lila jako szkrab nieco ponadroczny na razie opanowała sztukę chodzenia (a raczej biegania) i komunikuje się głównie za pomocą „eeee!”. Read More

Day 0 – O, Radości iskro bogów!
4 lata ago

Day 0 – O, Radości iskro bogów!

Nadszedł ten czas w roku, kiedy nasz najstarszy blog odżywa. Dzieje się to zazwyczaj z dwóch powodów – wtedy kiedy natchnie mnie na „rodzinną” notkę, lub kiedy decydujemy się ruszyć z miejsca i zobaczyć kawałek świata. Tym razem to jak najbardziej opcja numer 2.

Wyjazd do Genewy planowaliśmy już od dłuższego czasu, ale ciągle coś wypadało. Najpierw czekaliśmy na nowy samochód – podróż do Genewy smokiem zwanym Mazda CX-7 nie należała nigdy do zbyt ekonomicznych. Później nastąpiła Wieczna Zima. Trwała ona tak długo, że nawet w marcu, czy na poczatku kwietnia musielibyśmy przebijać się przez zaspy śniegu.

Read More