Image

2009 Lazurowe

Côte d’ Azur – day 4

7260

Budzimy się z nadzieją na to, że Sanremo chociaż rano zaprezentuje nam się z piękniejszej strony. I rzeczywiście – nie zawiedliśmy się. Wąskie uliczki włoskiego miasteczka, zaspani Włosi popijający swoje ranne espresso i pagórkowata okolica tworzą wspaniałą mieszankę. Mijamy katedrę i kierujemy się do czegoś co zwie się La Pigna.

Read More

Côte d’ Azur – day 3

7145

Dziś przekraczamy granicę francusko-włoską zachaczając po drodze o Monako. Przed nami podobno „najpiękniejsza europejska autostrada”, choć jak wiadomo przewodniki wypisują czasami różne bzdury. Na początku wjeżdżamy na pobliskie wzgórze i rozkoszujemy się widokiem na Niceę i morze.

Autostrada prowadząca do Monako jest rzeczywiście bajeczna, choć powstrzymałbym się z określeniami w stylu „najpiękniejsza”. W sumie te którymi jechaliśmy we Włoszech też były piękne. Czas płynie szybko i już za chwilę wjeżdżamy do jednego z najmniejszych państw świata.

Read More

Côte d’ Azur – day 2

7144

Dziś na pierwszy ogień poszło słynne Grasse – miasto perfumerystów. Ja osobiście nie mogłem się doczekać najwazniejszej rzeczy która się tam znajdowała – perfumerii w której można stworzyć własny zapach. Zafascynowany „pachnidłem” nie mogłem doczekać się już wizyty w perfumerii. Jednak rzeczywistość jak zwykle wszystko zweryfikowała 🙁

Przede wszystkim muzea okazały się po prostu przybudówkami do zakładów perfumeryjnych, czyli tak na prawdę były kolejnym trikiem mającym na celu zbałamucenie klienta i zachęcenie go do zakupu. Przypominało to bardziej sceny znane nam z Turcji, gdzie pokazy niby-zakładzików miały na celu tylko stworzenie wyjątkowości miejsca i wpłynąć na chęć zakupu.

Read More

Côte d’ Azur- day 1

7083

Już chwilę po tym jak rodzice Marysi skręcili zniknęli nam z oczu dopadła nas znana nam dobrze samotność. Znowu zostaliśmy w trójkę, lub może prawie czwórkę – Marysia, Ja, Denis i dający coraz mocniej o sobie znać Franek. Dlatego nie czekając na zupełną załamkę od razu chwyciłem telefon i zadzwoniłem do moich rodziców. W końcu Tata był u nas ostatnio w maju, a Mama w grudniu zeszłego roku!

Rodzice trochę pomarudzili, ale dość szybko dali się przekonać do przyjazdu. Oderwać od codzienności jest im trudno, ale jak już się oderwą to czerpią z tego pełnymi garściami 🙂
Pierwszy plan przewidywał wyjazd do Paryża. Ostatnie spotkanie z Guillesem (naszym dobrym znajomym, paryżaninem, który przez wiele lat wynajmował od nas mieszkanie) nie wypaliło, więc może spotkamy się z nim tym razem. Niestety. Guilles właśnie zaplanował wyjazd do Japonii – jak pech to pech.
Postanowiliśmy więc ruszyć tym razem na północ Francji – do Alzacji i Lotaryngii. W sumie to rejon nam zupełnie nieznany, a chyba każdy o nim słyszał z lekcji historii (choć większość nie wie gdzie dokładnie leży, niestety większość nauczycieli historii zbyt często zapomina o mapie). Jednak wyjazd do Włoch odbyty w trakcie czekania na rodziców diametralnie zmienił nasze plany. Po co jechac na zimną północ, gdy na południu nadal lato? Ciepłolubna Mama na pewno przystanie na nasz plan a i Tata, który lubi architekturę (jednak głównie współczesną) woli pewnie pojechać na południe niż zwiedzać zamki i kościoły na zimnej północy. Jednak aby nie powtarzać trasy wycieczki która odbyliśmy z rodzicami Marysi, zdecydowaliśmy się od razu wyruszyć bardziej na wschód i dojechać aż do Włoch, zapełniając geograficzną dziurę między naszymi dwoma ostatnimi wyjazdami. Zresztą trasa Saint Tropez, Monte Carlo, Cannes, czy w końcu San Remo zapowiadała się ciekawie, a rodzicom nazwy tych miast na pewno bardzo dużo mówią. Świadczą w końcu same za siebie!
Dodatkowo wyjazd ten to prezent na 34 rocznicę ślubu rodziców (11 i 13 września).

Read More