Franek chorował najwięcej. A może najbardziej to pamiętamy, bo był naszym pierwszym dzieckiem i wszystko było dla nas jeszcze nowe i dziewicze? Pamiętam gorączki, nocne budzenie się i podawanie leków, pamiętam pierwszą traumatyczną wizytę na nocnym dyżurze i nieudane próby zrobienia mu zastrzyku ( – Dlaczego te żyły mu tak pękają! – wydzierała się pielęgniarka). U Franka najczulszym punktem była krtań – przez pierwsze lata to właśnie charakterystyczne szczekanie budziło nas w nocy każdej jesieni – wystarczyło włączyć kaloryfery, a on dostawał zapalenia krtani. Raz na jakiś czas przynosił coś ze żłobka, czy przedszkola, ale nie przeradzało się to nigdy w nic poważniejszego. Nie wydawał się też mieć żadnych problemów natury otolaryngologicznej – badania słuchu wychodziły mu dobrze, mówić zaczął niedługo po drugich urodzinach. Od razu całymi zdaniami.

Lilka wdała się bardziej we mnie i już dość wczesnie wiedziałem, że tak jak ja będzie miała probemy z górnymi drogami oddechowymi. Infekcje bakteryjne, gluty do pasa. Mówiła też o wiele mniej od Franka, więc gdy miała półtora roku, zrobiliśmy jej badanie słuchu (tympanometrię). Laryngolog stwierdził wodę w uszach oraz powiększony trzeci migdał. Początkowo skierował nas do centrum rehabilitacji, gdzie miała wygrzewane uszy specjalnym urządzeniem, jednak to zbyt dużo nie dało. Po zasięgnięciu rady kilku różnych laryngologów zdecydowaliśmy się na zabieg drenażu uszu i adenotomii, czyli usunięcia migdałka. Zapisaliśmy się do Centrum Zdrowia Dziecka. Zabieg został przeprowadzony we wrześniu 2014 roku, Lilka miała wtedy 2 lata i 9 miesięcy, mówiła dość mało i niewyraźnie. Po zabiegu zaczęła dość szybko nadrabiać zaległości, a mowa ruszyła naprawdę szybko. Nadal ma skłonności do infekcji, ale regularne płukanie nosa i zatok (o tym napiszę kiedy indziej) przynosi efekty – prawie nie choruje.

Pamiętam pierwsze próby oceny czy rzeczywiście może gorzej słyszeć – próbowaliśmy mówić do niej cicho, zastanawialiśmy się, czy to prawda czy nie. Niestety fakt iż często różni lekarze mówiąc co innego nie pomaga w kwestii zaufania – ludzie starają się sprawdzić wszystko samemu. To bez sensu w tym przyadku (jak pewnie i w większości innych). Woda w uszach powoduje nie tylko pogorszenie się słuchu, czyli niesłyszenie cichszych dźwięków. To trochę jak wtedy, gdy po basenie woda zostanie ci w uchu, lub wtedy gdy w samolocie zatka ci się ucho. Słyszysz wszystko w zniekształcony sposób. Dziecko może słyszeć „g” zamiast „k”, lub mylić inne głoski. To nie tylko kwestia mowy – zaburzone jest poznawanie świata. Ale o tym napiszę jeszcze za chwilę.

O Helę martwiłem się zawsze podwójnie. Raz, że ciągle miałem traumę po cytomegalii, którą Mary miała w ciąży (i wizji urodzenia się bardzo chorego dziecka), dwa, że Hela od samego początku była moim ukochanym cukiereczkiem i nie mam zamiaru zupełnie się tego wypierać 🙂 Hela rzeczywiście nie mówiła nic, ale to pasowało do jej usposobienia – prawie nie płakała, była uśmiechnięta od kiedy dzieci zaczynają się uśmiechać i bardzo spokojna. Zaczęła chodzić dopiero w wieku 1 roku i 8 miesięcy i nie wiedzieliśmy do końca czy rzeczywiście ma podobnie jak starsza siostra problemy ze słuchem, czy to po prostu jak w tym dowcipie – „kompot zawsze był”. Tu kwestia była taka, że ona praktycznie w ogóle nie chorowała. Nie było więc sytuacji jak przy Lili, gdzie częste infekcje mogły wpłynąć na wodę w uszach. Okazuje się, że to nie jest wyznacznik!

Gdy skończyła 2 lata i rzeczywiście prawie się nie odzywała, zbadaliśmy jej słuch. Okazało się, że wynik badania jest prawie płaski, co oznacza płyn w uszach. Dostała leki, mieliśmy zgłosić się po dwóch miesiącach. Niestety okazało się, że sytuacja się nie zmienia. Wtedy jednak usłyszeliśmy nieco sprzeczne ze sobą komunikaty.

Z jednej strony słyszałem, że płyn z uszu trzeba usunąć jak najszybciej, bo jeśli znajduje się on tam zbyt długo, to gęstnieje i może doprowadzić do gorszych powikłań słuchu. Z drugiej, że teraz nie operuje się dzieci przed trzecim rokiem życia i trzeba po prostu poczekać. Że u części dzieci problem rozwiązuje się sam, z wiekiem. W zimie tego roku dostaliśmy krople do uszu i lek uodparniający, mieliśmy zgłosić się w okolicach lata po kolejny tympanogram. Hela mówiła coraz więcej, ale bardzo niewyraźnie, nie potrafiła wymówić trzysylabowych wyrazów i to nie były zdania, a raczej zlepki wyrazów. Z dość pomieszanymi literami i zjedzonymi całymi sylabami.

Nadeszło lato, mieliśmy nadzieję na ustąpienie wszystkich infekcji. Pod koniec lata zrobiliśmy nowe badania – okazało się, że sytuacja się nie zmieniła. Chcieliśmy poczekać aż skończy 3 lata, we wrześniu poszliśmy po raz ostatni do laryngologa, gdzie dostaliśmy skierowanie na zabieg drenażu uszu. Tym razem nie chcieliśmy czekać w kolejce i spełniać różnych wymogów formalnych, zdecydowaliśmy się przeprowadzić go prywatnie. Zabieg taki kosztuje w zależności od miejsca w którym się go wykonuje od 2,5 do nawet 4 tysięcy złotych, ale w takim wypadku mógłbym nawet odmówić sobie wyjazdu wakacyjnego. Zostaliśmy przekonani o wykonaniu równolegle adenotomii, czyli wycięciu migdałka. Dlaczego? Sam drenaż uszu jest usunięciem SKUTKÓW, a nie PRZYCZYN. Usuwa się wodę z uszu i zakłada specjalne dreny, przez które w ciągu następnych tygodni wypływają resztki wody, a właściwie płynu tam zebranego. Płyn zbiera się tam jednak przez infekcje, które są powiązane z migdałem.

Kwestia migdała jest kwestią dla wielu rodzciów sporną, ale ja nie próbuję konkurowac wiedzą z lekarzami, bo wiem, że nie jestem w stanie. A wiedza „od znajomych” i „z internetu” ma się nijak do wiedzy medycznej. Czy migdał odrasta? W przypadku niepełnego wycięcia go, a i takie zabiegi się obecnie stosuje. Jeden z laryngologów powiedział mi, że to naganny moralnie preceder służący temu, by pacjent wrócił drugi raz na zabieg. Nie wiem ile w tym prawdy, wiem natomiast, że dobrze przeprowadzona adenotomia jest słuszna.

Zabieg się udał, jednak zaraz po nim usłyszałem od chirurga przeprowadzającego zabieg, że był wykonany dość późno. Płynu było bardzo dużo, podobno Hela słyszała wszystko jakby miała niemalże głowę pod wodą! W jednym z uszu zrobiły się nawet małe polipki, ale wszystko zostało usunięte.

Dowiedziałem się też, że to nieprawda iż drenażu uszu nie przeprowadza się u dzieci poniej 3 roku życia! W uzasadnionych przypadkach robi się go spokojnie u dwulatków! Odchodzi się od wycinania trzeciego migdała u maluchów poniżej 3 roku życia, ale drenaż mogliśmy spokojnie przeprowadzić wcześniej. Niestety nie wszyscy lekarze mieli to podejście i z tego powodu jestem naprawdę zły.

Sam zabieg jest szybki i trwa mniej niż godzinę. Do domu wyszliśmy tego samego dnia. Wykonuje się go w znieczuleniu ogólnym. Po zabiegu nie można przez co najmniej dwa tygodnie latać samolotem i kąpać się, warto wziąć to pod uwagę w planach.

Mam w głowie jeszcze jedną zagwozdkę. Hela ma nieco ponad 3 lata, dopiero teraz zaczęła słyszeć naprawde wyraźnie. Trochę mi jej szkoda, trochę szkoda tego, że przez pierwsze trzy lata swojego życia odbierała świat w sposób ograniczony. Ale nie chodzi tylko o żal. Według wszelkich opracowań mózg dziecka, a dokładnie połączenia w nim rozwijają się do trzeciego roku życia. Przeprowadzono wiele badań i jedną z ważniejszych kwestii jest mówienie do dzieci. Mówienie normalnie, pełnymi zdaniami. Nie „ti ti ti”, a normalne wypowiadanie zdań. Malutki mózg próbuje rozkminić o co w tym wszystkim chodzi i jest mocno stymulowany do rozwoju. A ilość połączeń neuronowych ma bezpośrednie przełożenie na inteligencję.

Jak ma się to do faktu, iż tak duża część dzieci ma dziś płyn w uszach i problemy ze słuchem? Wiem, że mnóśtwo rodziców rozważa taki zabieg. Jak wpływa to na rozwój mózgu? Czy fakt iż zabieg ten wykonany był teraz, a nie rok temu, wpłynął jakoś na rozwój dziecka? Nie wiem.

Reasumując:

  1. Nie zawsze późniejsze mówienie jest związane z problemami ze słuchem, ale na wszelki wypadek warto przejść się do laryngologa i wykonać tympanogram.
  2. Szczególnie jeśli w pierwszych 2 latach życia dziecko przechodzi często infekcje. Ale nie tylko wtedy! Hela przechodziła je dość łagodnie i bezobjawowo jak się okazało!
  3. Internet nie zastąpi ci lekarza. Nie zastąpią ci go też koleżanki, fora, wyszukiwarki, ani blogi. Tak, ten blog też. Ten blog mówi ci – ufaj lekarzom! Choć zostawiaj zawsze margines bezpieczeństwa 🙂
  4. Tak jak przy każdej kwestii medycznej – nie neguj rozwoju medycyny zastępując ją internetem, ale też ziółkami, czarami, czy przykładaniem połówki kapusty. To co piszę wydaje się śmieszne, ale jeszcze niedawno śmieszne wydawało się negowanie szczepień. Tym czasem mamy już hordy antyszczepio… proepidemików, oraz dziesiątki tysięcy ludzi wierzących, że Ziemia jest płaska (serio). Medycyna jeszcze będzie się rozwijała, ale żyjemy w XXI wieku, nie cofajmy się do średniowiecza.
  5. Ale… tak jak w przypadku dorosłych, warto poradzić się więcej niż jednego lekarza, chyba, że bardzo ufasz temu konkretnemu z jakiegoś powodu.
  6. Nie przeciągaj zabiegu w nieskończoność i dokładnie wypytaj się, czy nie ma ryzyka zbyt długiego zwlekania z nim. Zarówno z powodu potencjalnych powikłań, jak i rozwoju dziecka.

I to tyle. Hela pełna energii spędza tydzień w domu. Mówi z dnia na dzień coraz więcej i mam nadzieję, że już za chwilę jej ograniczona mowa będzie tak jak u Lilki tylko wspomnieniem!