„To przecież tylko kawałek. Nic się nie stanie. Jestem dobrym kierowcą. Nigdy nie miałem poważnego wypadku. Bez przesady.”

Za każdym razem, gdy słyszę o wypadku w którym zginęły dzieci, zastanawiam się nad dwiema kwestiami. Po pierwsze, czy siedziały w fotelikach samochodowych. Po drugie, czy rzeczywiście jechali „kawałek”. Bo wiesz, z punktu widzenia fizyki nie ma zupełnie znaczenia, czy jechało się wtedy kilometr, czy trzysta kilometrów. Liczy się tylko ten moment. Moment będący najgorszym koszmarem każdego rodzica. Moment, którego sobie nie wyobrażamy, który odganiamy, który wypieramy z głowy. Moment utraty kogoś tak nam bliskiego, że samo myślenie o tym boli niemiłosiernie. Moment utraty dziecka.

To nie musisz być ty. Możesz być świetnym kierowcą, możesz być nawet kierowcą rajdowym. Może to spowodować większą uwagę, może lepszy czas reakcji. Ale równie dobrze możesz nie mieć szans. Bo prawa fizyki są nieubłagane i mają gdzieś to kto miał pierwszeństwo na skrzyżowaniu. A prawa te, połączone z biologią, są bezlitosne dla dzieci.

To nie jest kwestia oczywista. To nie są szczepienia, gdzie jednak zdecydowana większość rodziców zgadza się bardziej z osiągnięciami ludzkości w zakresie medycyny niż z wiedzą z for internetowych. To nie jest kwestia bicia dzieci, gdzie też dość powszechne jest przekonanie, że prawda nie leży nigdzie po środku. Jeśli chodzi o foteliki samochodowe, to moje obserwacje mówią tylko jedno: HORROR.

Dzieci przewożone bez fotelików, „bo to kawałek”. Dzieci na fotelikach, które są tak tanie, że logicznym jest iż nic nie mogą zapewnić. Dzieciaki w fotelikach, ale odpięte, „bo długa podróż”. I tysiące wymówek.

Bo za drogo.
Bo nie lubi.
Bo my jeździliśmy bez i jakoś żyjemy.
Bo ja dobrze jeżdżę.

1 października 2016 roku zderzyły się czołowo dwa samochody – Ford i Volvo. W obu jechały rodziny – dwoje rodziców i trójka dzieci. Dzieci w Fordzie siedziały w fotelikach. Dzieci w Volvo jedynie na fabrycznych podwyższeniach. Dzieci z Volvo w zginęły w wyniku zderzenia. Wina leżała po stronie kierującej Fordem. Czy to coś zmieniło? Nie. 

Nie winię – broń Boże – konkretnych osób. Wydawanie takich wyroków bez znajomości sytuacji jest bezsensowne, nie chcę nawet wyobrażać sobie tej tragedii. Chcę tylko pokazać, że nie zawsze winny wypadku ginie, niestety. Możesz być bardzo dobrym kierowcą, a to ktoś inny złamie prawo.

W tym roku, pod koniec lata, w wypadku samochodowym zginął mój chrzestny. Razem z żoną i synem. Z tyłu siedział jego wnuk – zapięty w foteliku. Jest jedyną osobą, która wyszła z wypadku bez większych urazów, miał niegroźne uszkodzenia narządów wewnętrznych.

Oczywiście to miliony czynników. Oczywiście można przeżyć jadąc bez fotelika i zginąć jadąc w nim. Jednak opinie osób, które się na tym znają są dość jasne, a wiedza ta zresztą, to nie jest wiedza z zakresu biologii molekularnej.

  • Głowa dziecka waży więcej w stosunku do ciała niż głowa dorosłego.
  • Dzieci mają delikatniejsza budowę ciała
  • Dobry fotelik przejmuje część energii uderzenia
  • Kluczowy jest nacisk dziecka w momencie uderzenia – często wypadku czołowego. Czy pas będzie na dobrej wysokości, czy będzie naciskał na szyję? Czy dolny pas jest dobrze ułożony, czy uszkodzi organy wewnętrzne? Czy dziecko ma pas wielopunktowy, czy zwykły i czy może już korzystać ze zwykłego? I w końcu czy dziecko powinno jechać przodem, bo nacisk plecami na ścianę fotelika to zupełnie co innego niż nacisk klatką piersiową na wąski pas.

Ale zamykamy oczy. Tłumaczymy się sami przed sobą.

  • Bo dziecko się wydziera. A czy negocjujesz z nim także wtedy, gdy wkłada palce do kontaktu?
  • Bo to mała szansa. Chcesz porozmawiać z tymi ludźmi, których to spotkało?
  • Bo my jeździliśmy i żyjemy. A pytałeś tych, którzy umarli? Patrzyłaś na statystyki śmiertelności w wypadkach w tamtych czasach? Kiedyś jeździło się bez pasów. Myślisz, że to ok?
  • Bo to drogie. Wiem, dla niektórych może to być bardzo drogie. Może warto, by rodzina zrzuciła się w ramach prezentu?

 

W majowy weekend w tym roku na światłach zobaczyliśmy samochód. Z przodu rodzice, z tyłu córka. Piękna biała suknia, wianek. Bez fotelika. Bez pasów. Nie chcę ferować wyroków, ale domyślam się, że to przez fakt iż sukienka może się pognieść. Znam rodziców, którzy z tego powodu decydowali się iść do kościoła pieszo.

Wypadek samochodowy to coś czego spora część z nas kompletnie sobie nie wyobraża – może dlatego tak wielu rodziców zaniedbuje kwestie fotelików. Wypadek, szczególnie ciężki, to rzecz dla nas dość abstrakcyjna. Ja sam mam prawo jazdy od ponad 20 lat i udało mi się – nie licząc kilku kolizji na parkingu – jeździć zupełnie bezwypadkowo.

Problem polega na tym, że gdy się zdarzy, na wszystko może być za późno.

W 2016 roku w wypadkach na polskich drogach zginęło 72 dzieci do 14 roku życia. Niestety w stosunku do 2015 roku liczba ta wzrosła – mieliśmy o 153 więcej wypadków z udziałem dzieci, zgięło 2 dzieci więcej. 3260 dzieci zostało rannych, to o 182 więcej niż w roku ubiegłym.

Na koniec kilka konkretów.

 

1. Nie ma czegoś takiego jak „kawałek”. Wypadek który przydarzy się gdy jedziesz 300 km i wypadek, który przydarzy się gdy jedziesz 2 km może być naprawdę tak samo tragiczny w skutkach.
2. Prawo pozwalające jechać dziecku w taksówce bez fotelika nie ochroni jego życia. Taksówka jest takim samem samochodem jak każdy inny. Czasem nie ma wyjścia, ale korzystaj z tego w ostateczności, albo zamawiaj taksówki z fotelikami.
3. Fotelik musi być dopasowany do samochodu, a każdy dobry sklep z fotelikami pomoże go dopasować i zamontować. Kupno na ślepo, czy przez internet to kiepska sprawa. Istnieje mnóśtwo uwarunkowań w danym modelu samochodu – od zagłówków, kształtu siedzeń, a nawet schowków w podłodze – które wpływają na wybór fotelika. Zaufaj specjalistom.
4. Słuchaj mądrzejszych. Nie czerp mądrości tylko z for internetowych i od innych rodziców. Wiadomo, że każdy będzie chwalił swój model fotelika, bo WIADOMO ŻE WYBRAŁ NAJLEPIEJ! Gówno prawda. Poświęć trochę czasu na research, poczytaj, ale nie wierz we wszystko co mówią zwykli ludzie. W internecie są całe kluby ludzi twierdzących, że ziemia jest płaska. Sprawdź jeśli nie wierzysz. A jeśli nie wierzysz jednemu sklepowi z fotelikami, pojedź do innego.
5. Nie traktuj zmiany fotelika na większy jako elementu szpanu pod tytułem „ale nam Maciuś szybko wyrósł!”. Za szybka zmiana fotelika to kiepska sprawa, one są dopasowane do konkretnych wymiarów, wagi i wieku dziecka. My wiemy już, że w przypadku Franka zrobiliśmy to za szybko.
6. Najważniejsze jest tu życie i zdrowie twojego dziecka! Przepraszam za tak mentorski ton, ale kiedy słyszę, że jakiś fotelik to nie, bo ma zły kolor, albo nie wygląda zbyt ładnie, albo coś, to znowu robię się czerwony ze złości. Tak, przez 99% czasu fotelik będzie tylko wygodnym fotelem. Mam nadzieję, że dla każdego z was przez 100% i nigdy nie będziecie musieli przekonać się o tym, czy spełnił swoją rolę podczas wypadku. Codziennie jednak dochodzi do tylu wypadków, że naprawdę trudno o tym nie pisać.
7. I wreszcie element kluczowy, czyli przesadzanie dziecka przodem do kierunku jazdy. Ja wiem, że dla wielu rodziców to jest jakiś pieprzony punkt honoru i udowodnienia sobie jak duże ma się już dziecko, ale naprawdę zrozumcie, że fotelik odwrócony tyłem jest BEZPIECZNIEJSZY. Bezspornie. Nie trzeba być fizykiem, aby wyobrazić sobie, że podczas uderzenia przodem, pas nieubłaganie wbija się w klatkę piersiową i brzuch dziecka (oraz szyję, jeśli nie siedzi odpowiednio wysoko), a głowa z olbrzymim przeciążeniem leci do przodu. W przypadku fotelika RWF dziecko naciska całą powierzchnią pleców na fotelik. W krajach takich jak Szwecja, wożenie dzieci do 4 czy nawet 5 roku życia tyłem jest całkiem normalne, a ten kraj jest liderem jeśli chodzi o brak ofiar śmiertelnych podczas wypadków. Ja wiem, że fotelik RWF jest często droższy, jest na pewno większy, nie ma też bezpośredniego kontaktu z dzieckiem (choć można zamontować lusterko), ale to naprawdę są sprawy mniej ważne od tego co stanie się podczas wypadku.

Nasza Hela ma ponad 3 lata i jeździ tyłem. Tak, trzyma nogi po turecku. Tak, czasem ubrudzi coś butami (są specjalne maty). Ok, ona mało marudzi, niektóre dzieci marudzą bardziej. Spytam jeszcze raz – czy negocjujesz też z dzieckiem gdy chce zjeść trutkę na szczury, albo włożyć palce do kontaktu?

8. Aha, zapomnij o fotelikach z poduszką/stolikiem zamiast pasów. Producenci oczywiście zapewniają, że są niesamowicie bezpieczne, jednak podczas dachowania dzieci mogą z niego wypaść, a podczas gwałtownego hamowania poduszka/stolik może uszkodzić narządy wewnętrzne, co może prowadzić nawet do śmierci.

To niesamowite, że w czasach „rodziców-helikopterów”, ganiania za dziećmi na placu zabaw, strachu przed wypuszczeniem ich samych na dwór, wiele ludzi ma totalnie w dupie ich bezpieczeństwo w samochodzie. Bo tak właśnie będę to nazywał.

Wyobraź sobie – choć to okrutne – co by było gdyby. Może to pomoże. Nie bagatelizuj. Proszę. Część dorosłych ginie w wypadkach drogowych z własnej winy. Dzieci – pasażerowie, giną nie ze swojej. To okrutne.

Włącz myślenie. Nowy system głośników do samochodu poczeka.

Więcej o fotelikach poczytacie u Mary

Jeszcze więcej na świetnym blogu Osiem Gwiazdek

A jeśli pytacie gdzie kupować foteliki – my kupowaliśmy właśnie w Ośmiu Gwiazdkach. Jechaliśmy specjalnie do Wrocławia. Teraz jest łatwiej, mają sklep w Warszawie, który też polecam. Polecam nie dlatego, że ktoś mi zapłacił, a dlatego, że prowadzi go mój znajomy. Znajomy, który jest na codzień ratownikiem medycznym i ratuje istnienia ludzkie, w tym dzieci poszkodowane w wypadkach. Niestety nie zawsze jest szansa na ich uratowanie. Ale wiem jedno – zna się na tym naprawdę.