Po raz kolejny nadszedł w naszym życiu moment zmiany samochodu. To decyzja dość trudna, bo samochód jest – zaraz po domu – jednym z większych wydatków, a choć ostatnio nie poruszamy się nim do pracy, to stanowi nasz podstawowy rodzinny środek transportu. Nasz Peugeot 5008 służył nam dobrze przez ponad 4 lata i w sumie służy nadal, ale czas rozejrzeć się za czymś nowszym.

Proces rozpoczęliśmy już w lato, odbyliśmy też trochę jazd próbnych, ale o tym napiszę w osobnych tekstach. Dziś chciałbym napisać o tym dlaczego kochamy duże, rodzinne „tatowozy” i podywagować o samej klasie samochodu, a nie o konkretnych markach. Choć na konkretnych przykładach. Będzie to w końcu nasz czwarty pojazd.

Czego potrzebuję w samochodzie rodzinnym?

Jak powszechnie wiadomo i maluchem jeździło się z Krakowa nad morze, a w Syrenkach wychowała się pewnie niejedna rodzina z trójką dzieci. Oczywiście DA SIĘ sporo. Cały szkopuł polega jednak nie na tym co się da na siłę, tylko co jest wygodne i daje dużo radości.

Każdy wybór samochodu do świadome lub nieświadome zastanawianie się nad cechami, które musi spełniać. To jasne, że inaczej kupujemy sportową zabawkę gdy nie mamy dzieci, inaczej samochód terenowy, gdy lubimy offroad (lub mieszkamy w trudnych warunkach terenowych), a jeszcze inaczej praktyczny tatowóz. Wiadome jest także to, że zawsze gdzieś musimy pójść na ustępstwo, nie ma samochodu, który byłby pojemny, piękny, szybki, ekonomiczny, bezawaryjny i w dodatku tani 🙂

Trzy isofixy

To jest w ogóle podstawowy warunek, przez który skreślamy 90% dostępnych na rynku samochodów. Tak, to dla nas konieczne.

Gdy nie mieliśmy dzieci, jeździliśmy starym Renault Kangoo i nie wiedzieliśmy co to isofixy.

Gdy urodził się Franek, mieliśmy Mazdę CX-7 czyli SUV-a średniej wielkości. Mieścił się on tam z Lilą, ale już wtedy postanowiliśmy zamienić ją na coś z trzema niezależnymi siedzeniami, bo wiedzieliśmy, że chcemy trzeciego dziecka.

Większość samochodów posiada z tyłu dwa pełnowymiarowe siedzenia i jedno wąskie. Wtedy na 99% to środkowe nie ma isofixów. Ale nawet nie chodzi o same isofixy, tylko o fakt, że w takich samochodach trzeci fotelik po prostu się nie mieści, szczególnie jeśli jeden z nich to RWF, czyli fotelik montowany tyłem.

Żeby było jasno, nie chcę oceniać innych, ale dla nas kwestie bezpieczeństwa dzieciaków to nie są rzeczy w których idziemy na ustępstwa. Nie oszczędzamy na fotelikach, wozimy dzieciaki tyłem w fotelikach RWF tak długo jak to możliwe (nawet do 4 roku życia) i tak dalej. Wiem, wiem, istnieje przepis mówiący o tym, że jeśli trzeci fotelik się nie mieści w samochodzie, to można z niego zrezygnować. Szkoda, że przepis ów, nie zakrzywia w czasie wypadku czasoprzestrzeni i nie nagina praw fizyki 🙂 Nie, z tym nie dyskutujemy. Mamy trójkę dzieci i chcemy mieć miejsce na trzy foteliki, najlepiej wpięte w isofixy. Nie dlatego, że trzeba. Dlatego, że boimy się o bezpieczeństwo dzieciaków.

Oczywiście przy dwójce nie ma to aż takiego znaczenia, choć te trzy niezależne siedzenia w drugim rzędzie to naprawdę duża wygoda, także gdy z tyłu jedzie trójka dorosłych.

Pojemność bagażnika i przestronność

Nie muszę chyba tłumaczyć, że podczas rodzinnych podróży pojemność bagażnika jest kluczowa. Oczywiście DA SIĘ jeździć z małym bagażnikiem, ale naprawdę fajnie jest mieć samochód który nie każe mieć dylematów „co wziąć”. Odpowiednia ilość bagaży, rowerki, hulajnogi i tysiące innych rzeczy. Tak, mamy dodatkowy bagażnik dachowy, ale miejsca w samochodzie rodzinnym nigdy za dużo. Szczególnie gdy wozi się wózek.

Ogólna przestronność to też fajna sprawa. Nie należymy do osób wysokich, więc nie chodzi nawet o to, by dach był wysoko, ale dużo miejsca na nogi, brak konieczności przepychania się łokciami z tyłu – tak, to ważne.

Siedem miejsc

Gdyby trafił nam się idealny samochód bez siedmiu miejsc, to pewnie byśmy to jakoś przeboleli, ale te dwa dodatkowe miejsca są genialne! I wcale nie chodzi o dzieciaki, w sumie one jeżdżą tam najrzadziej. Zdarzało nam się jeździć w sześć, czy siedem dorosłych osób. W tym w szóstkę do Chorwacji! To zawsze jeden kierowca mniej gdy wyjeżdża się na miasto. Naprawdę tych okazji było multum, bardzo fajnie mieć dwa awaryjne miejsca. Najlepiej takie dość wygodne.

Automat

Po wspomnianej Maździe, która była w automacie,  przestałem chcieć jeździć manualem. W samochodzie rodzinnym to mus, Amerykanie już dawno na to wpadli. Automaty są coraz lepsze, oczywiście jest przy nich mniejszy fun z jazdy, ale nie oszukujmy się – podczas rodzinnych wycieczek i tak nie ma zbytniego funu z jazdy 😉 Jedna wolna ręka przy jeździe z dzieciakami zawsze się przydaje, dodatkowo automat jeździ płynniej i zmniejsza ilość „tato, chce mi się wymiotować!”. Pamiętam to dobrze z własnego dzieciństwa 😉 Tak, automat to też dla nas konieczna sprawa.

Silnik

Oczywiście myśląc o mocnym silniku zupełnie nie mam na myśli tego, że lubię depnąć i mieć jak najmniej do setki. Gdzieżby znowu! Chodzi tylko o bezpieczeństwo! 😀

No dobra. Oczywiście fajnie jest móc depnąć. Ale rzeczywiście to bezpieczne, szczególnie przy wyprzedzaniu. Dodatkowo porządnie obciążony samochód rodzinny musi mieć silnik, który da rade to udźwignąć!

Oszczędność paliwa

Ale… czy mocny silnik to oszczędny silnik? No cóż, rzadko. Całe szczęście tu można dojść do porozumienia i nowoczesne silniki palą dość mało. Samochód mieszczący wygodnie rodzinę nie będzie raczej palił 3 czy 4 litrów, ale dla mnie każdy wynik poniżej 10 jest satysfakcjonujący.

Wymiary

No właśnie, pisałem już, że chcemy coś pojemnego, ale czy pojemny oznacza duży? Niekoniecznie. Wyleczyliśmy się z tego po Mazdzie CX-7, która choć miała wiele zalet, wcale nie była zbyt pojemna. To jest niestety wada wielu SUV-ów. Są duże z zewnątrz, a wcale niekoniecznie pojemne. Dlaczego nie chcę mieć kolosa?

Ano dlatego, że jednak większość czasu spędzamy w mieście. A tu trzeba parkować. Parkingi jak wiadomo projektują właściciele Tico i Mini Cooperów, w związku z czym duży SUV po prostu się nigdzie nie mieści. Patrzę często z żalem na kobiety jeżdżące na zakupy do supermarketów olbrzymimi terenówkami, którymi nie mogą się wyrobić przy parkowaniu. Nie, nie dlatego, że to kobiety. Dlatego, że te samochody nadają się do parkowania w markecie jak Lamborghini do jazdy po wertepach.

Wygląd

No właśnie. Wygląd. Osoba, która jest zupełnie odporna na magię motoryzacji może mieć to gdzieś. Ja też staram się… ale mi nie wychodzi. Lubię oczywiście piękne samochody. No lubię, co zrobić. Nie będzie to najważniejszy element, ale jeśli wydajemy już kupę kasy, fajnie by ta nasza blaszana pucha nam się podobała. Nie zawsze to możliwe, opowiem o tym za chwilę opisując klasy samochodów. Ale tak, bierzemy to pod uwagę.

Cena

Ten warunek zostawiłem na koniec, choć oczywiście to warunek ostateczny – każdy określa jakiś pułap i raczej mocno poza niego nie wyjdzie. Pułap przy zakupie pierwszego samochodu wynosił 10 tys zł i za tyle go kupiłem (nie licząc mojej Wołgi na studiach, ale to zupełnie inna opowieść). Dwa kolejne samochody miały mieścić się w 100 tysiącach złotych, tym razem możemy wydać trochę więcej, choć jakoś specjalnie od tej stówy oddalać się nie chcemy.

No dobra, więc… co?

Zanim zaczęliśmy zastanawiać się nad konkretnymi modelami, spojrzeliśmy na klasy, czyli segmenty samochodów. Odrzućmy od razu jakieś oczywiste niedopasowania w stylu „sportowe dwuosobowe roadstery”, czy małe miejskie samochody na 4 osoby. Odrzucam też sedany, bo takie bagażniki są po prostu za małe, by wygodnie jeździć dużą rodziną. Co więc zostaje?

Kombi

Kombi to częsty wybór rodzinny, popularny szczególnie kiedyś, gdy nie było jeszcze SUV-ów, czy MPV. Kombi mają dość długie bagażniki, są też pakowniejsze od sedanów, czy hatchbacków. Są lżejsze od SUV-ów, czy MPV, więc mogą mieć niezłego kopa. Spokojnie wystarczą dla rodziny 2+1, czy może nawet 2+2, ale z trójką dzieciaków może być już ciasno. W naszym wypadku to odpada, tym bardziej, że kombi z trzema niezależnymi fotelami to biały kruk.

„Dostawczak”

Wybór dla tych, którzy nie chcą lub nie mogą zbyt wiele wydać, a chcą dużo wozić, to samochód w stylu Renault Kangoo, czy Dacii Logan – duży bagażnik, często otwierany na boki, sporo miejsca w środku. My mieliśmy kangura, ale obecnie chcemy jednak coś mniej „technicznego”. Dodatkowo żaden z nich nie ma trzech siedzeń.

SUV

Trochę się z SUV-ów wyleczyliśmy, choć nie do końca. Tym bardziej, nie do końca, że rynek ciągle idzie w tym kierunku. SUV to trochę kompromis – wygląd prawie samochodu terenowego, pojemność prawie samochodu rodzinnego. No właśnie – prawie. Wygląd – no dobra, to kwestia gustu, niektóre są naprawdę ładne. Silniki – cóż, SUV zazwyczaj waży swoje. Mało który SUV przyspiesza do 100 km/h poniżej 10 sekund. Przynajmniej z tych atrakcyjniejszych cenowo. Dodatkowo SUV często jest duży z zewnątrz przy wcale nie jakimś specjalnie olbrzymim bagażniku.

Dla nas natomiast znowu sprawa jasna – bardzo mało SUV-ów posiada trzy isofixy. To Audi Q7 i Volvo XC90 – oba grubo ponad 200 tys zł. To prawdopodobnie nowy Peugeot 5008 (który z samochodu rodzinnego stanie sie SUV-em). I w sumie tyle jeśli chodzi o auta europejskie. Tak, po ściąganej z USA Maździe chcemy kupić coś nowego, na gwarancji. Dlaczego nowego? No cóż, używany już mamy 😛

I to tylko podkreśla to o czym pisałem – SUV-y wcale nie są tak pojemne w środku…

MPV

MPV, czyli inaczej minivan to typowy „tatowóz”. To samochody stworzone dla rodzin i nie ma chyba wygodniejszych samochodów rodzinnych. Zazwyczaj trzy pełne siedzenia w drugim rzędzie, opcja siedzeń w trzecim. Wiele innych udogodnień. Samochody te nie mają niesamowitych osiągów jeśli chodzi o przyspieszenie, natomiast kolejne generacje są coraz oszczędniejsze. Mają tylko jedną wadę. Wadę, która powoli przestaje aż tak kłuć w oczy, ale… jednak. Są brzydkie. Są po prostu brzydkie.

Ktoś kiedyś ustalił, że skoro jesteś ojcem i wozisz rodzinę, to odkładasz sumę na bok i możesz poruszać się czymś co wygląda jak skrzynka na ziemniaki. I tak wyglądały tatowozy jeszcze całkiem niedawno – stary Sharan wygląda jak połączenie klina pod drzwi z mrówkojadem. Tak, wygodny, pojemny i w ogóle. Ale tak szpetny, że szkoda gadać.

Sytuacja się zmienia, co prawda mój zmysł estetyki lekko cierpiał gdy oddawałem śliczną CX-7 za Peugeota 5008, ale trzeba przyznać, że nie wygląda on źle. Także inne marki troszkę podrasowały swoje rodzinne fury, choć nadal niestety nie są to pięknisie.

Nie zamykamy się

Myślenie segmentami ma swoja minusy – prawda jest taka, że producenci starają się uciekać z szufladek i co chwile tworzą jakieś nowe cuda nie trzymające się tych podziałów. W zapomnienie odchodzą olbrzymie, amerykańskie samochody rodzinne takie jak Toyota Sienna, czy Honda Odyssey (w Europie ich nigdy nie było), inni producenci albo nie wchodzą w ten segment, albo z niego uciekają. Mazda nic w nim nie ma (miała Mazdę 5, ale to był naprawdę bardzo mały MPV), za to wypuściła aż 3 SUV-y – Mazdę CX-7, CX-5 i… CX-3 (rezygnując z wielkiej CX-9). Volkswagen chyba jako jedyny utrzymuje dwa dość podobne minivany – Tourana i większego Sharana. Seat ma bliźniaczo podobną do nich Alhambrę, jeszcze Citroen C4 Grand Picasso. Renault zamienił olbrzymiego Espace na coś mniejszego, ale mimo wszystko pojemnego. Czy to jeszcze MPV, czy raczej crossover – nie wiem. Ford proponuje S-maxa i nieco większego Galaxy (który też jest nieco zmniejszony w nowej generacji). Opel ma Zafirę Tourera, którego też będziemy testować.

Decyzje

Tak, to właśnie w  segmencie MPV jest najwięcej do wyboru, przynajmniej jeśli chodzi o dużą rodzinę. Może pojawi się na rynku SUV w rozsądnej cenie z trzema siedzeniami w drugim rzędzie, który nas zadowoli (następca Peugeota 5008?), ale samochody rodzinne przyzwyczaiły nas do swojej pojemności i trudno będzie nam z tego zrezygnować. Szczególnie przy trzech dzieciach i psie.

A już niedługo test dwóch samochodów, którymi zdążyliśmy już pojeździć – Renault Espace Initiale Paris oraz Citroen C4 Grand Picasso.

P.S. Nie, nie chcemy amerykańskiego mega vana. Dużo palą, mają często ułożenie siedzeń 2/2/3, co przy trójce dzieci jest niepraktyczne (mało miejsca na bagaż. Dodatkowo już mieliśmy furę z USA bez gwarancji, w którą trzeba było inwestować. Nie chcemy też używanego. Używany już mamy 🙂 Chcę coś nowoczesnego, teraz 4-5 lat w tej branży to bardzo duże zmiany.

P.P.S. Sporo rodzin decyduje się na dwa samochody. Wtedy sprawa jest prostsza – jeden duży rodzinny, drugi jakikolwiek inny. Pewnie, czemu nie, wziąłbym Dodge’a Challengera 🙂 Sęk w tym, że zupełnie nie potrzebujemy dwóch samochodów. Mieliśmy taką konfigurację przez jakiś czas. Kończyło się na tym, że przez 99% czasu służbowy samochód Mary stał na podjeździe. Pracujemy z domu, ja gdy tylko mogę poruszam się Vespą. Nie, to bez sensu dla nas.