Wróciłem właśnie z nagrania Miasta Kobiet, gdzie będąc gościem Pauliny Młynarskiej i Doroty Wellman, mówiłem o dzieciakach i technologii. Oprócz mnie gośćmi byli: terapeuta uzależnień, mama dziewczynki uzależnionej od gier oraz dyrektor szkoły – sam ojciec dziewiątki (!) dzieci. Prawdę mówiąc choć prawdopodobnie w założeniach programu mieliśmy być dla siebie przeciwwagą, to okazało się, że mamy całkiem podobne zdanie na temat. Ale jaki temat? No właśnie. Po kolei, bo przewija się tu wiele wątków. I choć pisałem już o tym raz na blogu, na gorąco jeszcze raz spiszę wszystko (bo nie wiem jak potną cały program – tak, tak, dam znak jak będzie emisja 🙂

O nowym pokoleniu

Zawsze przy dyskusji na temat nowego pokolenia pojawia się jedna lub więcej osób, które narzekają na nowe pokolenie. „Kiedyś to było!” To całkiem normalne, idealizujemy swoje dzieciństwo i uważamy, że właśnie tak powinno się żyć. Warto jednak mieć tego świadomość i zastanowić się nad tym, że od zarania dziejów pokolenia narzekały na upadek wartości wśród młodzieży. Dzisiaj oprócz wartości narzekamy na to, że dzieciakom zmieniają się mózgi i „psycholodzy biją na alarm”. Ja lubię te alarmy, bo one właściwie ciągle rozbrzmiewają i często są właśnie przykładem niezrozumienia upływu czasu.

Owszem, są nowe zagrożenia płynące z rozwoju technologii – każda zmiana to nowe zagrożenia, ale także nowe szanse. Owszem, nasze mózgi się zmieniają, ale ja wierzę, że ludzkość przetrwa. Nasze mózgi też pracują inaczej – pamiętamy mniej, mamy dużo w telefonie. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Trudno jednoznacznie ocenić. Po prostu dostosowujemy się i mamy inne umiejętności. Bez paniki!

O grach i tabletach

Często w dyskusji na temat elektroniki spotykam też podział na „starą, dobrą” telewizję oraz tablety i gry. To bez sensu. Dla dzieciaków które urodziły się po 2000 roku, tablet czy telewizor jest czymś tak normalnym jak czajnik, czy zmywarka. A na pewno nie ma już tej różnicy jeśli chodzi o telewizory i tablety – na tych drugich oglądamy regularnie treści video, telewizory robią się za to coraz bardziej interaktywne i nie mają dotyku tylko dlatego, że nikomu nie chciałoby się wstawać z kanapy 🙂

Gry przecież też nie są niczym nowym. Ja sam zagrywam się w nie od lat 80, najpierw na C64, potem Amidze. I tak, już wtedy mieliśmy w rodzinie tematy w stylu „ile grać w komputer” i całe szczęście moi rodzice mieli dość zdrowe podejście. Grałem, miałem oczywiście limity, miałem kary. Wyrosłem (chyba) na dość zdrowego (bo bałbym się słowa normalnego :D) człowieka. Nie demonizujmy całości, demonizujmy brak limitów, nieodpowiednie treści oraz momenty w których zastępuje to inne rodzaje rozrywki i interakcje w rodzinie.

O limitach i emocjach

No właśnie. Kiedy bajki, czy gry stają się złe? Bo przecież wszystkie złe z założenia nie są. Przecież edukacyjne programy w telewizji mogą być bardzo dobre dla dziecka. Franek dzięki przygodom Ludwiczka nauczył się doskonale mówić – nie potrzebował praktycznie logopedy kiedy przychodził do przedszkola. To samo mogę powiedzieć o różnego rodzaju puzzlach i łamigłówkach, nie mówiąc już o kanałach typu „Discovery”, czy „DaVinci” z których dowiaduje się naprawdę dużo.

Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko ogląda zbyt dużo bajek, lub zbyt dużo czasu spędza przed ekranem komputera, konsoli czy tabletu. Dlaczego? Z kilku powodów.

Pierwszy to emocje. Emocje nie są oczywiście złe, co więcej należy pozwalać dziecku je przeżywać, bo w ten sposób się ich uczy. Jednak całkiem dużo gier i bajek (szczególnie dziś i to akurat prawda, wystarczy porównać te z dziś i z lat 80) wręcz krzyczy i kipi emocjami. Owszem, struś pędziwiatr to też były emocje, ale mimo wszystko. Zresztą ogólnie kolorowy świecący ekran to dość silny bodziec. Nie ma sensu serwować tego w nadmiarze, szczególnie małym szkrabom. Bo po co?

U nas granie odbywa się tylko w weekendy (godzina), czasem częściej, szczególnie gdy przychodzą goście. Czasem w tygodniu gdy w weekend Franek nie ma możliwości pograć. Lila nie jest zainteresowana graniem, Hela jest oczywiście za mała.

Co do bajek – w normalne dni dzieciaki praktycznie ich nie oglądają. Nie ma za bardzo kiedy. Mamy i tak dość mało czasu do spędzenia ze sobą – mamy teraz judo, balet, zbiórki zuchowe. W dni wolne od zajęć po prostu spędzamy czas w ogródku lub grając w planszówki. To i tak raptem 2-3 godziny biorąc pod uwagę, że kąpiel zaczyna się ok 19.30.

A na pewno nie ma bajek „na życzenie”. Skończyliśmy też z dawaniem telefonów do oglądania bajek – kiedy dzieciaki je po prostu łapały. Pochowaliśmy tablety, nie dajemy komórek. Też dlatego, że były o nie kłótnie. I wiecie co? Szybko się przyzwyczaiły

O konsekwencji i zasadach

Właśnie. Konsekwencja. Franek wie dobrze, że nie gra w tygodniu, więc nawet o to nie prosi. Nie wiem jak będzie gdy będzie starszy, na razie ma 6 lat i to uznaliśmy za słuszne. Ale ogólnie konsekwencje i pewne zasady panujące w domu to bardzo ważna rzecz, nie tylko w tym temacie. Pozwala to dzieciakom czuć sie bezpieczniej, a nam wprowadzać pewien porządek. Nie wyobrażam sobie na przykład posiłków przy bajkach – widziałem to nie raz i dla mnie to masakra. Dzieciaki wgapione w bajkę na odtwarzaczy i mama podsuwająca kanapki pod nos. A potem zdziwienie, że dziecko jest uzależnione.

W samochodzie obecnie też nie mamy playerów, choć chcemy je zamontować na dłuższe podróże.

O prawie własności

Jeszcze dość ważna rzecz. Otóż nie chcemy dopuścić do sytuacji w której komputer, konsola czy tablet są dziecka. Dlatego, że dziecko zazwyczaj samo decyduje o swoich zabawkach. Komputer w moim domu zawsze był rodziny, ewentualnie taty. I to stawiało mnie w innej sytuacji. Oczywiście oficjalnie wszystko należy do rodziców, ale chodzi o pewną umowę – dlatego jestem przeciwnikiem dawania konsoli czy komputerów w prezencie dzieciakom. I znowu – nie mówię o nastolatkach, wtedy pewne wszystko się pokomplikuje. Ale odkładałbym to w czasie tak długo jak się da.

O stosunkach w rodzinie

Kolejna sprawa, która wyszła przy okazji rozmowy to fakt, że ucieczka do świata wirtualnego, czy ogólnie przed ekran to nadal… ucieczka. I nieważne czy to gra, czy galeria handlowa. Rodzice często tracą kontakt  dzieckiem bardzo wcześnie – na etapie nastoletnim to pewnie nieunikniona konsekwencja buntu, ale mimo wszystko brakuje rozmowy, czy zdrowych stosunków w rodzinie. Choćby wspólnej kolacji i rozmów przy niej. Zrozumienia problemów. Z jednej strony coraz więcej matek dostaje syndromu helikoptera (i lata za dzieckiem non stop nie pozwalając mu sie rozwijać i być kreatywnym), czy wręcz odrabia za dzieci lekcje (to jest jakiś hardkor dla mnie, matki sio od zeszytów! Można pomagać jak jest coś trudnego, ale to nie jest konkurs na stopnie, tylko NAUKA dla dziecka!). Z drugiej strony zajęci sobą nie poświęcamy dzieciom czasu i sadzamy je przed ekranem bo tak jest wygodniej.

O naszym lenistwie

No właśnie. Nazywajmy rzeczy po imieniu. To lenistwo. Tak nam wygodniej. Dziecko z tabletem nie zawraca nam głowy. Dziecko ogląda bajkę, a my możemy zająć się czymś innym. I znowu – oczywiście są takie sytuacje, ale trzeba znaleźć ten złoty środek. Zresztą to nie są przecież jedyne opcje! Można po prostu… wypuścić dziecko na dwór! To takie nietypowe? 🙂

O przykładzie osobistym

Kiedyś Franek – a miał wtedy prawie 5 lat – spytał mnie: Tato, dlaczego ja nie mogę nic oglądać na telefonie, a ty ciągle siedzisz przy nim? Rzeczywiście. Przykład osobisty. To nie dzieciaki uzależniły się od technologii tylko my wszyscy. Przejdź się po pociągu. W KAŻDYM przedziale jest co najmniej jedna osoba z laptopem. I dwie ze smartfonami. Tak się z nami porobiło. Skąd dzieciaki mają brać przykład?

O otoczeniu

Najtrudniejsze jest chyba otoczenie. Bo koledzy mają to i tamto, bo koledzy nie mają limitów. Bo koledzy… i tak dalej. Trudno, tego nie przeskoczymy. Trzeba rozmawiać, trzeba tłumaczyć, czasem niestety gorzko – bo U NAS w domu są takie zasady. Natomiast warto oczywiście zaproponować coś w zamian.

O treści

I na końcu. Nawet jeśli wprowadzimy limity i jasne zasady, to bardzo ważną kwestią pozostaje to CO dziecko ogląda. A ja czesto widze, że pokolenie 30, czy 40 kilku latków gubi się w grach komputerowych. Ale tak zupełnie. Srsly? Macie po 80 lat? Tak trudno rozpoznać naklejkę [18] na opakowaniu? Pogadać z dzieckiem? Nie jesteście starymi pierdolcami, babciami które patrzą na te całe „internety” i próbują coś zrozumieć. Heloł. Ja wiem, że mnie jako graczowi jest łatwiej, ale może warto się trochę zainteresować? Zobaczyć jakie budowle buduje wasze dziecko w Minecrafcie? Albo ogarnąć, że zabijanie z powietrza w Assassin’s Creed to nie jest dobra rozrywka dla 7 latka?

A więc:

  • Konsekwencja i zasady, określona ilość „cyfrowej” rozrywki. Ile? To już wy decydujecie.
  • Kontrola nad tym W CO dziecko gra i CO ogląda
  • Brak „adhocowego” pogrywania, czy oglądania bajek jako zabijacza czasu
  • Przykład osobisty! Może i wy musicie zmienić swoje zachowanie? W ilu domach telewizor chodzi non stop, niczym radio?
  • To nie tylko kwestia elektroniki, rozmawiaj z dzieckiem, nawiązuj relacje
  • Wychodźcie na dwór, bawcie się też „analogowo”

Da się to wszystko pogodzić. Mówi wam to prawie 40 latek (ugh!), który wychował się jednocześnie na grach komputerowych jak i harcerskich wyjazdach do lasu i w góry. A problem radzenia sobie z ekranami, które nosimy przy sobie dotyczy nas wszystkich. Choć pamiętaj – tablety i smartfony to dopiero ostatnie 5-10 lat, musimy jako ludzkość nauczyć sobie z tym radzić. Skoro my – dorośli – nie potrafimy, to nie dziw się, że dzieci mają z tym problem.