Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy kiedyś wezmę ślub. Myślę, że było to dla mnie całkiem naturalne. Moja rodzina nie jest może ultrakatolicka, ale mimo wszystko nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji – wiedziałem, że kiedyś po prostu się ożenię. I tak rzeczywiście się stało, choć dziś z perspektywy czasu mam więcej przemyśleń na ten temat.

Nie, nie uważam, że każdy potrzebuje ślubu. Chill, nie chcę narzucać nikomu swojego zdania, doskonale zdaję sobie sprawę, że można żyć bez niego – mam trochę znajomych w związkach bez ślubu i mają się całkiem dobrze. Ja jednak postaram się wam przekazać co ślub dał nam.

Celebracja

Lubię celebrować specjalne momenty w życiu. U nas w domu nawet każde święta były dopięte na ostatni guzik, a Mama dbała, by atmosfera była szczególna. Szczególny musiał być więc dla mnie ten moment, w którym decyduję się związać na stałe z drugą osobą. I właśnie ślub jest ku temu idealną okazją.

Ślub jest wydarzeniem niesamowitym i nie ma co trywializować go do wydarzenia robionego tylko dla rodziców, babć czy cioć. To był NASZ moment i to my mieliśmy czuć się specjalnie. To my wybraliśmy miejsce, to my zdecydowaliśmy w co będziemy ubrani. To my dograliśmy oprawę ślubu, chcieliśmy, by był niepowtarzalny. I choć wydarzyło się to prawie 8 lat temu, to nadal pamiętam każdy detal. To naprawdę trudno opisać, i na pewno łatwo wyszydzić, ale gdy zdejmiemy maskę hipsterstwa i ironii, to jest to właśnie ta celebracja połączenia się żywotów dwóch osób – obchodzona w specjalny sposób pewnie od zarania dziejów. Każdy zasługuje na taką celebrację.

Później trudno o coś takiego. Później dopada was codzienność, nieposprzątane naczynia w kuchni, być może bałagan zrobiony przez dzieciaki i tysiące innych spraw. To celebracja jedyna w swoim rodzaju, wszystko jest magiczne i inne. Zapięte na ostatni guzik. Wypolerowane buty, wyprasowana koszula i przygotowany smoking, czy garnitur. Piękna suknia Panny Młodej i myśl „O Boże, jaka ona jest piękna.” Tzn nie, nie, myśl oczywiście towarzyszy ci potem codziennie! 😀

I tak, zasłużyli na nią też nasi rodzice. Jak już pisałem – była to przede wszystkim NASZA uroczystość, ale wiem, że było to dla nich ważne. Dlaczego miałbym im to odbierać? Nie wszyscy mają dobre stosunki z rodzicami, ja jestem moim wdzięczny za naprawdę wiele spraw, więc bardzo, ale to bardzo cieszyłem się z ich radości, z ich uniesień i ich łez szczęścia w oczach.

Ślub i wesele to także celebracja dla rodziny (z tą bywa różnie) i dla znajomych. Tak wspaniała, że nie raz chciałbym powtórzyć go jeszcze raz – tak wielu moich dzisiejszych znajomych nie było na naszym weselu, że chyba zrobimy poprawiny w 10 rocznicę 🙂

Ale to WASZA uroczystość. I nie myśl o niej przez pryzmat innych. Wy jesteście na pierwszym miejscu.

Nie tak łatwo to zakończyć

Celebracja celebracją, dni po ślubie wiele nie różniły się od tego co było przedtem. Już przedtem mieszkaliśmy razem, teraz jedynie przedstawiałem Marysię jako ŻONĘ co na początku było bardzo zabawne. Ale gdy pierwsze tumany kurzu upadły i pojawiły się pierwsze kłótnie, zrozumiałem jeszcze jedno. To już nie jest sytuacja w której któreś z nas, w przypływie wielkiej złości po prostu zostawi drugą osobę. To zbyt trudne. I choć wtedy, w taki wieczór gdy lecą talerze, ślub wydaje się przekleństwem i kajdanem, choć do głowy przychodzą tysiące myśli w stylu „po co to zrobiłem”, to w tej bezsilności myślisz sobie „może po prostu położę się spać”. A rano… rano wszystko jest inne. Rozwody oczywiście są możliwe i odbywają się dziś często (za często o czym już pisałem), ale ślub to coś co zawsze trudniej zerwać, niż zwykłe „jestem z tobą”. W przypadku takich charakterów jak nasze i wiecznych walk o przywództwo w stadzie – to argument nie bez znaczenia.

Oczywiście są inne rzeczy które wiążą dość silnie, takie jak wspólny kredyt 🙂 ale mimo wszystko myślę sobie, że sama ilość formalności które trzeba wykonać, by się rozejść, skutecznie chłodzi głupie myśli, wtedy gdy pojawiają się na szybko, na gorąco. I choć ileś razy pewnie zapędziliśmy się za daleko i powiedzieliśmy sobie rzeczy które niekoniecznie powinny być powiedziane, to ta myśl, że przyrzekliśmy sobie coś, zawsze siedzi z tyłu głowy.

Religia

Na końcu – choć nie dlatego, że dla mnie to najmniej ważne, ale dlatego, że nie dla wszystkich musi być to ważne – nie bez znaczenia jako dla osoby wierzącej, były dla mnie kwestie religijne. Tak, chcieliśmy ślub kościelny, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że ktoś może wziąć jedynie ślub cywilny. Co więcej, uważam, że za dużo ślubów kościelnych branych jest przez osoby niewierzące, tylko dlatego, że w kościele to tak fajnie i dostojnie. Ale to zupełnie inny temat i w sumie nie moja sprawa.

Ślub cywilny też może być niepowtarzalny, ślub siostry Marysi odbył się w pięknym dworku pod Wrocławiem i był jednym z piękniejszych na których byłem – to nie musi być bezduszne klepanie w urzędzie, gdzie wszystko trwa 5 minut 😉 Spraw, by było to dla was magiczne. Drugiej okazji – przynajmniej dla was, pewnie nie będzie.

DLA WAS. To WY jesteście wtedy najważniejsi.

Sprawy formalne

I jeszcze jedno. Sprawy formalne. To nie jest bez znaczenia – o ile nie zabezpieczyliście się w bardziej wymyślne sposoby za pomocą pełnomocnictw, testamentów i innych takich – w razie gdyby cokolwiek się stało, byliście dla siebie po prostu obcymi ludźmi. Wszędzie tam, gdzie musi być wpuszczona rodzina, w szpitalu, czy w innych miejscach. Nie mówiąc o dziedziczeniu majątku, które jest wtedy o wiele bardziej skomplikowane.

Często widzę osoby, które zastanawiają się, czy są gotowe na TAKI związek. Oczywiście to nie jest decyzja łatwa. Ale nieskończone bycie razem bez większych zobowiązań traktuję trochę – pardon – w kategoriach tchórzowskich. Nawet dziś, w erze równouprawnienia, to ty chłopaku musisz podjąć odpowiednie kroki i zadać TO pytanie. A kiedy i jak to zrobić – o tym napiszę następnym razem 🙂