Czy gry komputerowe są szkodliwe? A oglądanie telewizji? Pewnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Na pewno wpływają na rozwój dziecka i na pewno jak zwykle wszystko zależy od zdrowego rozsądku. Jestem przedstawicielem chyba pierwszego pokolenia, które dorastało razem z grami komputerowymi oraz telewizją.  A całe moje dzieciństwo to szlabany, zakazy i ograniczenia. Oczywiście z dobrej woli – nikt nie wiedział wtedy jak to wpływa na rozwój. Śmiercionośne promienie X emitowane przez kineskopy, potem filtry zakładane na monitory mające chronić nasze oczy, wreszcie wydzielanie czasu grania, żebym nie oślepł. Minęło 30 lat, a ja – pomimo setek zarwanych nad grami i przy filmach nocy – nadal nie mam najmniejszego uszczerbku na wzroku. Jak to więc jest?

Kiedyś, podczas kolejnego szlabanu na „granie w komputer“, postanowiłem sobie, że moje przyszłe dzieci będa mogły grać ile będą chciały. Niestety czas zweryfikował moje poglądy 🙂

Franek wrodził się we mnie. W wieku 10 miesięcy nauczył się odblokowywać iPhone’a i nie był to przypadek – chwilę później stawiał pierwsze kroki w Angry Birds. Nie chodził też do żłobka, spędzał sporo czasu w domu, więc siłą rzeczy oglądał więcej telewizji. Do tej pory uwielbia i jedno, i drugie – prawdę mówiąc nie wiemy czy dlatego że za malucha to robił, czy dlatego że po prostu wrodził się w tatę i jest geekiem 🙂 Teraz ma prawie pięć lat i od roku pozwalamy mu grać na PlayStation. Gra właściwie tylko w gry z serii Lego Video Games i jest w nie lepszy od niejednego dziesięciolatka.

Lila – wręcz przeciwnie. Ma już prawie 3 lata, a telewizja po prostu jej nie interesuje. Jedyne gry, które toleruje na telefonie to różnego rodzaju puzzle, ale i one nie są w stanie przyciągnąć na zbyt długo jej uwagi. Jakiekolwiek bajki skupiają jej uwagę na maksymalnie pięć minut, a wycieczka do kina na bajkę pewnie w najbliższym czasie się nie powtórzy, bo było to ciągłe ganianie do kibla – pewnie z nudów. Jedyne co jest w stanie ją zainteresować to filmy na YouTube, głównie pokazujące zestawy Play-Doh i to co można z nich stworzyć. Ona po prostu, w przeciwieństwie do brata, jest bardzo skupiona na rzeczywistości i tym co realne i namacalne. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Prawdę mówiąc to trochę jakbym widział siebie i moją siostrę. Ja też uwielbiałem gry, filmy i książki, ona była skupiona na rzeczywistości.

Tak więc sprawa jest jasna – niektóre dzieci po prostu będą interesowały się graniem i bajkami bardziej, inne mniej. Ale czy rzeczywiście wychowanie ich „na Amisza“ jest lepsze? Nie wiem. Niekoniecznie.

Oczywiście dawanie dzieciakom telefonu bywa mocno instrumentalne. Chcemy ich na chwilę uciszyć, chcemy ich czymś zająć, chcemy spokojnie pospać w sobotę. I pewnie takie działanie na dłuższą metę jest złe. Zauważyliśmy, że Franek i Lila są bardziej nerwowi gdy rano dajemy im szklane ekrany do zabawy (szczególnie gdy obudzą się o 6.00, czyli dobrą godzinę za wcześnie), bo potem musimy im je zabrać. Jest awantura, robienie nam na złość, płacz i zgrzytanie zębów. Albo kłótnia, gdy na przykład jeden telefon, czy ipad jest rozładowany. Z założenia więc nie robimy tego ad hoc. To samo było na początku roku, gdy Franek poznał Playstation. Okazało się, że po pierwsze jest zawsze afera gdy trzeba kończyć, a po drugie on po prostu nie chciał robić niczego innego. Jego myśli wypełniały postacie z gry, o tym tylko rozmawiał, w to bawił się w przedszkolu, odeszła mu chęć do rysowania, lego, czy czegokolwiek innego. Trochę się tego przestraszyliśmy, więc już po tygodniu wprowadziliśmy zasadę, że gramy tylko w weekend. I oczywiście też nie przez cały dzień – zazwyczaj godzinkę, dwie, wieczorem.

A więc po pierwsze ustal zasady

To trudne, ale dzieciaki muszą wiedzieć, że granie i bajki to nie jest coś, co należy im się zawsze i wszędzie. Widziałem już dzieci które nie potrafią zjeść posiłku bez mini odtwarzacza z bajką obok. to rodzice zrobili z nich takich narkomanów. U nas player samochodowy nie działał dobre 3 miesiące, telewizor jeszcze dłużej i tragedii nie było. Bądź też konsekwentny, co co trudno – wiem. Ale generalnie dziecko powinno mieć stabilny świat zasad które nie zmieniają się co chwilę.

Druga ważna rzecz to oczywiście to W CO dziecko gra, czy co ogląda.

I tu też sprawa nie jest jasna. Wiecie kogo czasami Franek nadla boi się w nocy? Nie Transformersów, ani NinjaGo z bajki, nie superbohaterów Marvel z gry na PS3. Boi się Lisa Rabusia z Dory i Draco. Serio. Jakoś to utkwiło mu w głowie. Co zrobić 🙂

My przez bardzo długi czas puszczaliśmy Frankowi tylko Baby TV. To naprawdę genialny kanał dla najmłodszych i od razu powiem – uważam, że oglądanie tego rozwinęło go naprawdę bardzo. Znowu trudno porównywać dzieci – Lila zaczeła mówić o wiele później, jest skupiona na nieco innych rzeczach i jest bardziej manualna, ale Franek dzięki bajce o Ludwiczku, gdzie wymienia się wszystkie przedmioty które są w domu, odmieniane przez przypadki, razem z wołaczem (!) nauczył się bardzo szybko mówić poprawnie, rozpoznawać rodzaje, końcówki, czasy, wszystko. To samo z innymi serwowanymi tam bajkami – są one oczywiście bardzo edukacyjne. Nie ma co z nimi przeginać, ale stanowczno przeciwny jeste twierdzeniu, że puszczanie dziecku takich rzeczy to jednoznacznie złooooo i dzieci powinny bawić się tylko drewnianymi klockami i lalką szmacianką.

To na co zwracamy mocno uwagę to poziom emocji w bajkach.

Nie agresji jako takiej, tylko emocji. W niektórych bajkach bohaterowie po prostu ciągle krzyczą, biegną, wyrywają sobie coś i tak dalej. Po tych bajkach Franek był zawsze bardziej nerwowy. Warto więc tu być świadomym, albo w minimalnym wariancie po prostu wiedzieć które kanały są dla jakich dzieci. Uważajcie też z Youtube – chociaż dzieci szybko uczą się biegać po podobnych filmach, to mogą trafić na jakieś parodie, nawet z grubymi przekleństwami…

Co do gier sprawa jest prosta – na tablety i komórki jest baaaardzo dużo propozycji edukacyjnych – od puzzli, przez różne literki i cyferki aż po interaktywne bajki. Na konsoli mega dużego wyboru nie ma, my na razie pozwalami Frankowi tylko na Lego – tam nawet przemoc, jest taka mocno „legowa“ czyli po prostu sypią się klocki. Nic takiego.

Tak więc kontroluj w co dziecko gra. Tu nie mam olbrzymiego doświadczenia jeśli chodzi o starsze dzieciaki, ale wiem że nie raz rodzice kompletnie nie wiedzą, że ich 8 letnie dzieci rozpruwają flaki zombim, czy też sztyletują templariuszy. Pamiętajcie – gry komputerowe NIE SĄ stworzone dla dzieci, ktoś kto ich nie rozumie puścił kiedyś taki mit i on ciągle pokutuje. Przeciętny gracz na świecie ma około 38 lat. I to dla dorosłych jest znakomita część, jak nie większość tytułów. Nie sugerujcie się też tym, że „koledzy przecież grają“. Owszem, nie wszyscy mają świadomych rodziców. Jeśli nie wiesz – spytaj znajomych którzy grają. Na pewno takich masz. Albo zobacz oznaczenia na pudełkach.

A więc reasumując:

  • Nie traktuj filmów, czy grania jako wcielonego zła i szatana, może to bardzo rozwinąć twoje dziecko
  • Pomyśl nad limitami – niech to nie wypełnia całego czasu dziecka i nie będzie zapchajdziurą.
  • Ustal jasne zasady. Dzieci lubią konsekwencję w świecie który je otacza. To daje im dużo pewności.
  • To ważne CO dziecko ogląda, czy w CO gra. Kontroluj to.
  • I na koniec – pamiętaj, że dajesz przykład. Dlaczego tłumaczysz dziecku, że nie może w nic grać, skoro widzi ciebie ciągle wgapionego w ekran smartfona? 😉