Pamiętam go. Pamiętam go bardzo dobrze. Bo i trudno go zapomnieć. Nie widywałem się z nim czesto, bo mieszkał w innym mieście, ale kiedy wiedzieliśmy, że ma przyjechać – przebieraliśmy nogami ze szczęścia. Bo Wujek Zbyszek uwielbiał psoty. Przyjeżdżał, zdjemował buty, odprowadzał wzrokiem ciocię, która znikała w kuchni z naszymi rodzicami rozmawiając na Bardzo Poważne Tematy, patrzył na nasze spragnione jednego słowa twarze i mówił: „TO CO? PSOOOOOTY?”

Taaaak. I wtedy się zaczynało. Wyłączaliśmy bezpieczniki w domu. Straszyliśmy ciocię i rodziców. Wsadzaliśmy ciotce do buta namoczony w wodzie kulkę z papieru toaletowego. I robiliśmy miliony innych rzeczy. Wujek Zbyszek był jednym z nas. Po prostu. Szkoda, że odszedł tak szybko.

Oszukałem was. Bezczelnie was oszukałem. Tylko udaję dorosłego. Schowałem się w tej skorupce, przycupnąłem, odgrywam swoją rolę, ale w środku nadal jestem dzieciakiem. Moi kumple sa nadal moimi kumplami a nie „znajomymi”, a fajne dziewczyny, także te po trzydziestce, a nawet po czterdziestce – fajnymi dziewczynami, a nie paniami. Pani to jest w szkole. A panowie umarli razem z uwłaszczeniem chłopów.

Jestem tatą. Ojcem. Głową podstawowej komórki społecznej – rodziny. Hohoho! Mam dom, leasing i kredyt! I płace rachunki za prąd. Trudno, trzeba to trzeba. Prawdę mówiąc nikt nie połapał się jeszcze w tej mistyfikacji. Udaje mi się całkiem sprawnie odgrywać tę rolę dorosłego.

A potem patrzę sobie na moje dzieciaki i myślę, że to w sumie tak fajnie, że tego wszystkiego nie zapomniałem. Że będą wszystko wiedzieć z pierwszej ręki. Bo przecież ciągle wiem które kamienie najfajniej wyglądają po rozłupaniu, który patyk przełamie się na pół od razu, a który będzie zbyt giętki. Z którego zrobić najlepszy łuk. Przecież doskonale wiem jak szybko dokopać sie do wody na plaży. I co zrobić, żeby dół się nie zawalił. Jak zrobić „beton” masując ręką mur z piasku, a jak zrobić wieżyczki pałacowe pozwalając piaskowi z wodą kapać na ten mur. Wiem doskonale jak wchodzić na drzewo i gdzie jest dobre miejsce na skryjówę. Jak gwizdać liściem. Jak zeskrobać kredkę bambino żeby powstał kolorowy pył który mogę wetrzeć palcem. Jak zrobić idealnie latający samolot z papieru. A jak piekło-niebo. A jak statek dwukominowy. Nadal bawi mnie jak przesuwa się po stole ludzik ciągnięty trzymanym pod stołem magnesem. Wiem jak puszczać najlepsze kaczki.

Mam tę całą wiedzę w głowie. Przecież to ja wiem tyle o superbohaterach, że mogę opowiadać o tym Frankowi. No dobra, nie tyle co Wujek Suchy, ale mimo wszystko dużo. Znam miliony ciekawych rzeczy – nie pozwoliłem sobie o nich zapomnieć.

I nadal bawi mnie to wszystko – bawi niemiłosiernie. Dlatego gdy jestem z dzieciakami – jako tata, czy jako wujek – jestem wujkiem Zbyszkiem. Jestem w ich świecie, bo to tak naprawde jest tak samo mój świat. Świat w którym nadal jestem mistrzem. O którym wiem tak dużo. Nie zdążyłem zapomnieć. Przecież to wszystko dopiero co… I dobrze. Bo mam z tego dziką radość. Dzieciaki pewnie też. W końcu… dopiero co udawałem robota dla siebie. Dla własnej przyjemności. Teraz robię to nie tylko dla własnej przyjemności. Win-win.

Fajnie być wujkiem Zbyszkiem. Nie wstydźcie się tego.

Trzymaj się, wujek.