To już za chwilę. Siedzę sobie w wygodnym fotelu w pokoju Franka i wiem, że za chwilę wszystko się zmieni. Z jednej strony nie mogę się tego doczekać. Z drugiej strony się obawiam. Tego, że za chwilę wszystko wywróci się do góry nogami.

Nie mogę się nie cieszyć. Córka. Marzenie każdego taty. W głębi serca. Wiadomo, że każdy chce mieć syna, ba, o tym będzie mówił. Ryby, piłka i inne męskie sprawy. Ale córka – oczko w głowie. Najbardziej niesamowite co moe go spotkać. Kobieta –  najwpanialsze zjawisko na ziemi. Z moim pierwiastkiem. Z częścią mnie. Z elementami mojego charakteru. Z kawałkami mojego wyglądu w jakiś magiczny sposób pozlepianego tak, że wychodzi z tego piękno i delikatność. Nie potrafię tego zupełnie objąć swoimi myślami. Nie jestem w stanie.

Z drugiej strony trochę się tego boję. Oczywiście boję się o to żeby wszystko było w porządku – i z porodem, i z Lilą. To będzie trochę dla nas szok – po porodzie i pobycie w klinicie Beaulieu w Genewie, gdzie Marysia musiała zabrać tylko szczoteczkę do zębów to będzie niezły szok. Państwowy szpital, dwie walizki (jedna dla Mary, druga dla Lili), być może przepełnienie i leżenie na korytarzu. Nie ogarniam tego. Oby wszystko było git.

Ale boję się jeszcze czegoś innego. Tego, że teraz wszystko się zmieni. To znaczy ja się tego nie boję, ja to wiem. Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo tego chciałem i nadal chcę. Rodzina 2+2 to taka rodzina jaką chciałem mieć i w jakiej się wychowałem. Ale trochę już przyzwczaiłem się do status quo. Do tego naszego poukładanego życia, bo zdążyło się poukładać. Do porannych czynności, czasem zbyt szybkiej pobudki, odwiezienia Franka do klubu malucha, czy wieczornego kładzenia go spać i spędzania czasu we dwójkę – przy filmie, czy nowej części Assassin’s Creed. Do jakiejś takiej stałości, uporządkowania za którym tęskniłem jeszcze kilka notek temu.

Bo to przecież już dwa lata z Frankiem i prawie dwa lata tutaj, na Bratka. A wcześniej? Wcześniej było zupełnie inaczej. Czasem marzę o tym swobodnym życiu, czasem myślę że było niepełne i nie miało sensu. Ale jednego nie mogę zaprzeczyć – wszystko stanęło do góry nogami. Teraz stanie znowu.

Jest cisza przed burzą. Mary jest coraz ciężej, chciałbym już żeby jej ulżyło. Ale wiem, że za chwilę będzie stres, będzie płacz, będzie nocne wstawanie, nerwy, i pretensje które są w tkim wypadku nieuniknione. Trochę lżej niż za pierwszym razem, bo nie po raz pierwszy. Ale jednak.

Tak czy inaczej – kobieto mojego życia, szykuj się na ten świat. Zasady ustalimy później. Twoi faceci będą mieli ciężko. Sorry.