Finał. Musiał kiedyś nadejść. Choć ten po dwóch tygodniach nie jest taki tragiczny, szczególnie jeśli w domu czeka Franek. Musze przyznać, że rzeczywiście różnica między tygodniowym a dwutygodniowym urlopem jest ko-lo-sal-na. To dwa światy. Tygodniowy urlop do odliczanie do końca, po tygodniu człowiek dopiero łapie luz, a dwa tygodnie to naprawdę w sam raz. Akurat na tyle żeby choć troszeczkę zatęsknić za deszczem 🙂

Rano udało nam się jeszcze skorzystać trochę ze słońca, choć dosłownie na godzinkę bo autobus odjechał z hotelu o 12.40. Szybka akcja na lotnisku (Mary biegnie zająć kolejkę, do checkinu, ja z walizkami) i znowu mamy czas na kafejkę. Jeszcze trochę zakupów na stoisku Blandy (bilet wstępu z muzeum daje nam zniżki) i wsiadamy do samolotu.

Lecimy. I oddalamy się coraz bardziej od Atlantyku…

Ostatni look na Maderę... Machico

Île de Noirmoutier w Zatoce Biskajskiej

Ujście Loary

Na koniec mała niespodzianka – okazuje się, że nad Francją nie ma chmur! A my przelatujemy nad Paryżem. Widom jest niesamowity, widać Champs-Élysées, widać promieniście rozchodzące się ulice od Łuku Triumfalnego, widać Île de la Cité z katedrą! Niestety lecimy tak, że trudno jest mi zrobić dobre zdjęcia 🙁

Paryż z lotu ptaka. Stalowego.

A potem już tylko chmury…

Niebo nad Berlinem. Serio 🙂 Tam w oddali...

Powrót, przywitanie z rozradowanym Frankiem (baliśmy się, że nas nie pozna 😉 i… szara rzeczywistość. I kanapki z szynką i ogórem kiszonym! Hell yeah! 😀

***

Jak było? Inaczej. Na pewno fajnie. Tylko że to nie wyspa na wakacje z małym dzieckiem, z wózkiem i kobietą w ciąży. Chciałbym tam pojechać w pełni sił i mobilności, coby pochodzić po szlakach i nie zastanawiać się nad tym jak pokona się kolejne schodki.

Brakowało nieco nadmorskiej promenady z Teneryfy, barów z widokiem na ocean i z szumem fal. Nie brakowało natomiast brytyjczyków, i barów brytyjskich.

Wspaniała roślinność, kultura lokalna, widoki. Kuchnia dobra, ale nie powala. Dla mnie za dużo ryb, za mało innych owoców morza 😉 Choć wołowina pyszna 🙂

Czy wrócimy? Może. Na razie czeka jeszcze tyle wysp do zwiedzenia… Z Kanarów została nam Gran Canaria, może jeszcze Azory. Z bliższych nam – wyspy na Morzu Śródziemnym. Korsyka i Sardynia, Baleary, Kreta, Korfu, Santorini, Cypr. Z bardziej egzotycznych Sri Lanka. Ale to pewnie dopiero za dwa lata, choć może już za rok coś się uda? Niewiadomo… Adeus!